Dziś eksploracja rzeszowskich nie-sieciówek. Pozałatwiałam różne ważne rzeczy rano, a potem zajechałam do Veganomaniaka, do cukierni. Miałam szczęście, bo niedawno zespuł się tam ekspres do kawy, i kiedy ja przyszłam, to właśnie mieli kupiony nowy.
To co się rzuca w oczy to dużo kwiatków, i w środku i na zewnątrz.
Zamówiłam na miejscu najbardziej bajerancką kawę z bitą śmietaną (taka kawusia to właściwie już deser sam w sobie), była dobra. Do tego tiramisu z amaretto, dużo kremu. Dobre ciasto, może gdyby krośnieńskie Krosno Wegańskie takie robiło to by nie upadło, heh.
Ciasto które nawet przeżyło: na wynos, na potem wzięłam takie coś. Ciasto z jagodą, truskawką, porzeczką i czekoladą, bardziej kwaskowate, bardziej dorosłe i wyrafinowane smaki.
Veganomaniak bardzo przyjemny, ale jedna wada jest: brak toalety w lokalu.
Zajrzałam też do Zielonej Bazy. Miejscóweczka trochę schowana, trzeba się pokręcić aby odnaleźć. Na polu ładna miejscówka do siedzenia, w środku wystrój prosty ale funkcjonalny. I toaleta jest, heh.
Men dostępne w dostawie jest małe, ale na miejscu wybór dużo większy, jakoś się nie zmobilizowałam do zrobienia fotki menu. Zamówiłam tajemniczy placek (bo zaginęła karteczka opisująca co to jest). Kot w worku. Na pewno było w tym dużo kokosu, i na wierzchu i na spodzie, i było to smaczne. Ale samo ciasto to za mało aby miejscówkę uczciwie ocenić... Zielona Bazo, jeszcze się zobaczymy :)












No comments:
Post a Comment