Monday, November 20, 2023

uczelniane wege podrygi oraz sałatka grecka

Jeść coś trzeba. Co tam ostatnio wpadło na talerz?


Krosno, Greckie Rusztowanie, sałatka grecka

Z tego co zauważyłam Ewa ciągle je sałatki greckie tam i siam. Myślę, że skonsumowała ich na tyle dużo, że mogłaby zrobić osobny wpis na ich temat, ranking nawet.  U mnie to dużo rzadziej się zdarza. Zamówiłam tę sałatkę na wynos, cena nie najniższa więc low-key można było spodziewać się, że się człowiek tym naje, a tu niezbyt. Oliwki były niezbyt fajnej jakości, nie dostałam też żadnego sosu (Ewa też kiedyś to jadła tutaj i mówiła że sos był, więc...). Ser był dobry, ale jednak zachwytu w sobie nie miałam.

Na plus wystrój lokalu i muzyka. Kiedy indziej jadłam tam też rzeczy mięsne (jako, że Ewa to wegetarianko-weganka, a ja jem wszystko powiedzmy). Ale nie polecam jedzenia tam mięsnych rzeczy, bo wszystkie były fuj. Coś przypominającego kebab - takie mięso niefajne że nie udało mi się skończyć. Innym razem zestaw jagnięcina+frytki+buraki pocięte w takie krążki, marynowane lub kiszone, nie jestem pewna. Frytki były smaczne, te buraki również, a mięso znowu ohydne. (Z uwagi na charakter bloga oszczędzę wam widoku zdjęcia potrawy). A niby ludzie w komentarzach wydają się być zadowoleni, dziwne rzeczy. Jeszcze na minus aplikacja restauracji, bo nie działa.


 

W ogóle tutaj mamy domowy obiad autorstwa Ewy, i takie jedzenia są najprzyjemniejsze, czuć i zdrowość i smaczność oraz dobre wibracje od kucharza.


Kielnarowa, Taberna pod Sosnami

 

 

 W Tabernie pod Sosnami już jakiś czas jest do wyboru zupa dnia i drugie danie, wersja zwykła i wersja wege. Zupy zazwyczaj są takie same, oszczędnościowo. Tego dnia były akurat inne, oferta na bogato. Tutaj drugie danie wege, buraki z cebulą smakujące dobrze i zdrowo, comfort food ziemniaki i takie okrągłe kotlety sojowe (wersja zwykła to było jakieś tam mięso z sosem pieczarkowym). Przyjemne.

 

A to jest sałatka grecka ze sklepiku szkolnego, sklepiku uczelnianego, zwał jak zwał. Zakupione na kampusie w Kielnarowej na wynos, z tyłu jakiś sos ciężko mi określić jaki. Cóż, ta sałatka grecka mi smakowała w miarę, nie było to nic godnego gwiazdki Michelina, ale bardziej niż sałatka grecka z restauracji. Cóż.




Niedzielna wycieczka do Max Burgers

 

Leniwa, deszczowa niedziela. You tubowy filmik z burgerowych degustacji skusił mnie, aby w końcu wybrać się do Max Burgers na próbowanie licznych wegańskich opcji jedzeniowych. Jak się pomyślało, tak się zrobiło. Wcześniej był obiadowy debiut allegrowych silikonowych foremek na jajka sadzone, co prawda nie jest to po wegańsku, ale jajka eko (chociaż tyle dobrego, póki co), no i serduszko ładne, kwiatek też może być ;)



Lekki obiad, odpoczynek i ruszyliśmy w trasę na Nowohucką, najpierw tramwajem, później przesiadka na autobus- jeden przystanek i byliśmy na miejscu. Oczywiście lokal był zapełniony praktycznie na full, ale na szczęście ludzie nie urządzają tam długich posiadówek i jest duża rotacja, więc szybko zwolniło się miejsce. Udałam się po zamówienie, oczywiście samoobsługa i płatność kartą, era bezgotówkowa się skrada, zaczynając od fastfoodów i sieciówek (wracam myślami do świrozy IKEOWEJ w kowidziaku- gotówka won o la boga, wirus siedzi na papierze). Wybieranie zajęło mi dość sporo czasu, nie zdecydowałam się wcześniej czego ja właściwie chcę. Ostatecznie wyszło z tego takie zamówionko:


 

Zapłaciłam jak za zboże, cena na pewno nie fast foodowa, ale cóż, człowiek chce degustacji, to musi bulić :P   

Wybrałam osobno nuggetsy a la kurczak i do tego zestaw z burgerem. Do picia oczywiście piwerko, leszek trochę oszukany, bo 400 ml, a nie pół litra, jak się należy. Na kawę było już za późno, ale wybrałabym tylko wersję zwykłą czarną. Szukałam i nie znalazłam mleka roślinnego do kawy, co mnie bardzo zdziwiło, przy tylu wegańskich opcjach jedzeniowych. No chyba, że coś przeoczyłam, ale jeśli nie, to Max Burgersie wstydź się :P  Nawet w McDonaldzie mają sojowe i wychodzi całkiem smaczna kawa, jak na moje wybredne podniebienie w tej kwestii.

Tak wygląda skompletowane zamówienie:



Zacznę od sosu. Wzięłam ciekawie się zapowiadający sos umami:



Był dobry, nie mam nic do zarzucenia, ale też nie zachwycił mnie jakoś strasznie. Generalnie póki co, nic nie przebija sosu czosnkowego w każdym wydaniu, gdzie bym nie była. No może sos musztardowo miodowy, ale to też nie jest takie uniwersalne i do wszystkiego. Mam podejrzenia, że w tym umami też był jakiś czosnkowy dodatek, ale nie wiem, bo składu nie widzałam. Oby nie glutaminian :P

Tutaj mamy nuggetsy z ziemniaków. Były smaczne, nie wiem czy można zepsuć ziemniaki.



A tu nuggetsy o smaku kurczaka. Mogę powiedzieć tyle, że były dobre i smakowały lepiej niż te z kfc, które zjadłam i już więcej mi nie chciały wchodzić, bo za dużo soli i generalnie jakaś duża sztuczność.




No i gwóźdź programu, czyli 'kurczakowy' burger:



Był pikantny, ale w taki sposób jak lubię, czyli nie palił jak głupi. Kotlet smaczny, bułka też, pikle i dużo mojej ulubionej czerwonej cebulki. 

A tutaj widać szejka Arka:



Szejk oczywiście niewegański, ale spróbowałam trochę i był dobry, dużo kawałków czekolady, było trudno wypić do końca przez tą rurkę, przydałaby się łyżeczka, na końcu była bardziej lodowa konsystencja.

Podsumowując- byłam zadowolona z wypadu, jedzenie dobre i mam takie subiektywne odczucie, że jak na fast food, było mniej sztuczne niż w maku czy kfc. Choć po jedzeniu zaczęła mnie piec warga od wewnętrznej strony, to może być znak, że dodali coś sztucznego, albo po prostu od tej pikantności i cebuli. Kiedy to piszę na drugi dzień czuję się dobrze, więc się nie zatrułam ;)

Na pewno kiedyś wrócę, żeby spróbować wersji kotleta bardziej warzywnego. Na podróbkę wołowiny nie wiem czy się zdecyduję, bo większość jest dla mnie za ciężka, ale czas pokaże, jest ryzyko jest zabawa.

Na koniec jedzeniowo-skarpetkowy akcent:

 


 Zimne nóżki na prezent :P Nastał czas na skarpetki, które mają imitować różne dania. 





Tuesday, June 27, 2023

obiad krowa, deser maniak

 

Ostatnio Katarzyna i Ewa w końcu się spotkały osobiście. a stało się to w Rzeszowie. Spotkanie było udane, i dodatkowo okraszone wege gastro.



proteinowe smoothie: napój sojowy, białko grochu, banan, karob

śniadaniowa sałatka Ewy: sałatka tempeh (marynowany i wędzony)

sosów a sosów: pomidorowy, musztardowy + koperkowy do sałatki

Katarzyna: burger fiszex, ryba z grochu z sosem tatarskim

Ewa: kebabex grecki souvlaki, pieczony seitan


Zamówienie skompletowane poprawnie, nie zapomniano niczego.

Fiszex może nie ósmy cud świata, ale nie mam zastrzeżeń. Dobre bananowe smoothie.

Ewa była zadowolona z kebabexa, ale sałatka jej nie zachwyciła. Cóż, aby sałatka była dobra, kluczem są drobno podarte liście zielonego - a tutaj leniwie rzucone wielkie kawały sałaty, bardziej dla krowy o dużej mordce niż dla człowieka. Składnikowo też szału nie było, Ewa poprawiła smak sałatki za pomocą paprykowego vermezanu z nerkowców od wege sióstr.

Zawczasu Katarzyna przygotowała deser z Veganomaniaka. Długa rozkmnina co kupić; wybór padł na kremówkę i ciasto prince polo.

Katarzyna: kremówka dobra, prince polo dobre choć nie mam pojęcia z czego zrobione

Ewa: prince polo 8/10, kremówka 9/10 (powiedziała, że Veganomaniak ma kremówkę w stylu budyniowym, a Starowicz w Krakowie ma kremówkę w stylu bardziej kremowym, i tę od Starowicza ona ocenia na 9,5/10)

wujek i ciocia: kremówka dobra, prince polo "gniot" ale dobry







Dodatkowo bonusowy pączek z dżemem morelowym od Starowicza.





Saturday, June 17, 2023

słodki dzień: veganomaniak i zielona baza

Dziś eksploracja rzeszowskich nie-sieciówek. Pozałatwiałam różne ważne rzeczy rano, a potem zajechałam do Veganomaniaka, do cukierni. Miałam szczęście, bo niedawno zespuł się tam ekspres do kawy, i kiedy ja przyszłam, to właśnie mieli kupiony nowy. 

To co się rzuca w oczy to dużo kwiatków, i w środku i na zewnątrz.

 


 



 


 

 

Zamówiłam na miejscu najbardziej bajerancką kawę z bitą śmietaną (taka kawusia to właściwie już deser sam w sobie), była dobra. Do tego tiramisu z amaretto, dużo kremu. Dobre ciasto, może gdyby krośnieńskie Krosno Wegańskie takie robiło to by nie upadło, heh.


Ciasto które nawet przeżyło: na wynos, na potem wzięłam takie coś. Ciasto z jagodą, truskawką, porzeczką i czekoladą, bardziej kwaskowate, bardziej dorosłe i wyrafinowane smaki.

Veganomaniak bardzo przyjemny, ale jedna wada jest: brak toalety w lokalu.
 

 

Zajrzałam też do Zielonej Bazy. Miejscóweczka trochę schowana, trzeba się pokręcić aby odnaleźć. Na polu ładna miejscówka do siedzenia, w środku wystrój prosty ale funkcjonalny. I toaleta jest, heh.

 





Men dostępne w dostawie jest małe, ale na miejscu wybór dużo większy, jakoś się nie zmobilizowałam do zrobienia fotki menu. Zamówiłam tajemniczy placek (bo zaginęła karteczka opisująca co to jest). Kot w worku. Na pewno było w tym dużo kokosu, i na wierzchu i na spodzie, i było to smaczne. Ale samo ciasto to za mało aby miejscówkę uczciwie ocenić... Zielona Bazo, jeszcze się zobaczymy :)



 

 

krowarzywa na żywo plus embargo plus zdrowe ciastka

Stało się, pojawiłam się w Krowarzywie osobiście. Co prawda miałam inne plany, chciałam zjeść coś w Kawie Rzeszowskiej, ale były takie tłumy okropne tam, trzeba by usiąść na ziemi i zrobić sobie stolik z własnych kolan. Wylądowałam zatem w tym zakątku kuchni roślinnej. Akurat pustki, ja jedyny klient.

Zamówiłam burger cieciorex i dodatkowy sos serowy (więc paragon nie oddaje rzeczywistości). Zapytali się czy bułka jasna czy ciemna. Powiedziałam ciemna - nie wiem czemu w mojej głowie pojawiła się wizja czarnej bułki. Potem się wtórnie zaskoczyłam widząc normalną bułkę "zdrową". Ogólnie bez szału tutaj (rzeczy które zamówiłam w dostawie bardziej mi przypadły go gustu). Zdziwiło mnie też, że nie serwują tu kawy i herbaty. Ha, nic dziwnego, że takie pustki.

 

 
 


 





Gdy już zjadłam i miałam wychodzić, zauważyłam na stoliku obok coś takiego. Karta lojalnościowa  online, w aplikacji? Mam trochę słabość do kart lojalnościowych - mam niezłą kolekcję plastików, i trochę smuteczku, że nie udało mi się zdobyć karty biedronkowej w formie fizycznej. Żaden pracownik sklepu nie był w stanie mi pomóc (nie umieją, nie znają się, a i tak są zawaleni obowiązkami w sklepie, i każdy zbywał w stronę aplikacji w telefonie; swoje zalety to ma, ale mojej dumnej kolekcji to nie zasili).

Być może karty lojalnościowe w aplikacji to kierunek w jakim to będzie szło. Ciekawe czy restauracje płacą za to jakąś opłatę aby brać udział w takim programie lojalek. Zawsze lepsze to niż zapychanie telefonu aplikacją DO KAŻDEJ restauracyjki. No i zwykłe karteczki z pieczątkami szybko nie wymrą, podobnie jak gotówka.



 



 


 

Zatem ściągnęłam aplikację Embargo; uznałam, że dziś to rozpracuję. Wygląda na to, że już po ptakach i pieczątka z dzisiejszego zamówienia się liczyć nie będzie w Krowarzywie. Choć nie pytałam się sprzedawców, machnęłam ręką i poszłam dalej.

Ciekawostka: płaciłam kartą - wygląda na to, że Krowarzywa ma jakieś powiązania z Panem Krewetką. A kilkanaście dni później na stronie banku nazwa zmieniła się z Pana Krewetki na jakieś Bistro Chrup Marta Lorenc. Ciekawe...

W Rzeszowie wygląda na to, że 3 lokale stosują to Embargo, wege Krowarzywa i dwie zdrowe ciastkarnie. Fit Cake kojarzyłam bo mnie kiedyś zaczepiło na Instagramie, jakiś lajk czy coś obserwowanie, nie pamiętam. Ale pojechałam tam na koniec świata do nich. 

Właśnie - ciastka zdrowe, wege również ale nie tylko. Estetyka jest podobna u wege i zdrowej żywności, w pierwszej chwili mi się pomyliło. Mogą być wege ale nie muszą, tak jak prostokąty i kwadraty.








Co my tu mamy: kawa flat white, sernik reese's i jakieś keto wanilia ciasto na patyku. Dobra kawa i sernik. Keto coś ugryzłam, a resztę sobie na wynos wzięłam bo już miałam dość, a to było dość łatwe w transporcie. Wystrój przytulny, obsługa bardzo miła, kibelek czyściutki, ehem. Ojciec powiedział mi kiedyś, że dane miejsce można oceniać po stanie jego toalety. Coś jest w tym rozumowaniu?

Pieczątka z embargo wygląda tak: aplikację otworzyć, pozwolić na bloototh, sprzedawcy powiedzieć - przystawić telefon do specjalnego przycisku embargowe. No i jest.

Potem się płaci za rzeczy, czy to to gotówką, czy kartą, czy telefonem...

Też byłam zamotana, myślałam, że embargo potrzebuje płacenia telefonem (okazało się, że nie). A przedtem sobie ustawiłam w telefonie tę możliwość płacenia telefonem, NFC i w ogóle. Jak już sobie zadawałam ten trud... pierwszy raz zapłaciłam tu za cokolwiek telefonem, choć długo się przed tym wzbraniałam.



No i mała pieczątka jest, wszystko działa.