Na początek odwiedziny w Green Cafe Nero, nowa kawiarnia na Placu Centralnym, tym razem sieciówka. W środku dość dużo miejsca i na dole i na górze. Klimat nawet przyjemny, ale nie wiem czy będę wracać. Nie wiem z czego to wynika, jednak wolę pić kawy na mieście albo w domu, nie w huckich lokalach 🙊
Wybrałam flat white na mleku roślinnym, tartę z bobem i bagietkę z kurkami i bobem na wynos:
Kawa całkiem smaczna, niestety nie pamiętam czy dopłaca się za mleko roślinne, zdaje się, że tak. W coście nadal się płaci, w Starbucksie już nie.
Tarta z bobem bardzo dobra, jak wszystko z bobem zresztą. Na pewno jestem wielką fanką bobu.
Najlepsza była zdecydowanie bagietka, nie dość, że bób to jeszcze kurki i koperek, odlotowe połączenie 😍
Niestety z tego co zauważyłam, dość często zmieniają ofertę, więc ten bób to tylko sezonowe dobroci.
Przegląd wegańskich lodów. Vemondo z lidla, grycan bywa w różnych sklepach, choć tą truskawkę dorwałam na firmowym stoisku, ciężko było ją nabyć gdzie indziej.
Najbardziej smakuje mi truskawka z tego zestawienia, ale to ze względu na obecne owocowe preferencje. Jednak wszystkie opcje są dobre, i masło orzechowe i czekolada jest z dodatkiem kawałków ciasteczek.
Tutaj kisielowe szaleństwo. Upolowane w lidlu w okresie okołoświątecznym. Spodziewałam się cudów, ale okazało się, że szału nie ma. Najlepsze z tego zestawienia to budyń i kisiel szarlotkowy.
Odwiedziny w nowootwartym lokalu Zielonego Talerza na ulicy Meiselsa 3 na Kazimierzu, zaowocowały kupnem rogala świętomarcińskiego i kawałka tortu z kremem:
Nie ma się do czego przyczepić, wszystko dobre. No może oprócz ceny, która jest zawrotna, ale teraz wszędzie ciastka są drogie, nawet te niewegańskie.
Bardzo lubię ich opakowania na wynos. Na miejscu można zjeść i wypić kawę. Mają też lody. Co prawda nie ma tam dużo miejsca, raczej mała miejscówka.
Po odwiedzinach w ALDI:
Lasagne wegańska. W sumie pierwszy raz się z taką spotkałam. Wegetariańskie się trafiają dość często, ale wegan nie. Więc chwała im za to. Było to zjadalne, ale jak na mój gust nic szałowego i nie wrócę do tego ponownie. Ogólnie lasagne jest ciężka i tłusta, ale może jakiemuś fanowi tego typu posiłków bardziej by posmakowała.
Ten Michałek super sprawa. Bardzo smaczny, w ogóle nie czuć jego wegańskości, smakuje jak normalny na bazie mleka. Moje odwieczne pytanie- skoro można zrobić tak samo dobre bez mleka, to po co męczyć krowy...W każdym razie wracałam po niego już z 3 razy i pewnie będą jeszcze kolejne.
Pasty do chleba a la rybne. Niestety nie porwały mnie. Aromat rybno-glonowy mało intensywny, w ogóle średnio doprawione. Do tych produktów już nie wrócę.
Pasta do chleba ze szczypiorkiem. Tutaj daję zdecydowanie 10/10. Są jeszcze wersje z czosnkiem i z papryką. Jadłam wszystkie i każda tak samo smaczna. Do złudzenia przypominają zwykłe mleczne serki kanapkowe. Nie pamiętam dokładnie ceny, ale wiem, że nie były horrendalnie drogie, jak niektóre zamienniki tego typu.
Chrupki z Auchan:
Na bazie mąki z czerwonej soczewicy. Są jeszcze inne smaki, oprócz tych trzech, np. bekon. Już kiedyś je tu wrzucałam. Jestem fanką wszystkich, ale najbardziej smaku śmietankowo-cebulowego. I oczywiście a la krewetka. Takie smaki w wersji wegańskiej, spotykam pierwszy raz. Są jeszcze chipsy laysy krabowe, też wegan, ale z glutaminianem niestety.
Cena chrupek soczewicowych między 6-7 zł za paczkę.Widzę, że jest dostępny w sieci smak cheddar, niestety nie widziałam go w Oszołomie ani nigdzie indziej. Chyba trzeba będzie zrobić kolejne internetowe zamówienie 😎
Lidlowy deser:
Z okazji veganuary, jak co roku w Lidlu pojawiło się trochę nowych produktów. Niestety, nad czym ubolewam, te rzeczy są tylko na chwilę, a później znikają. Zupełnie tego nie rozumiem, bo większość tych produktów jest bardzo dobra. Ten deserek pojawił się jeszcze w innym smaku, mango czy coś tego typu. Daję 10/10, super smaczny i kremowy.
Teraz czas na mój wypiek, w tym wypadku tylko wegetariański, ponieważ w składzie ma ser.
Muffiny na słono cebulowo-rozmarynowe:
Znalazłam na szybko jakiś przepis w internecie. W skład wchodził ser parmezan. Jako, że nie ja osobiście go kupowałam, okazało się, że jest to ser z prawdziwą podpuszczką, co mnie zasmuciło. No, ale cóż, jak już się kupiło, to przecież nie wyrzucę, tylko wykorzystam. Teraz większość serów jest zrobiona na bazie podpuszczki mikrobiologicznej, więc nawet się nie spodziewałam, że będzie inaczej. Informacyjnie- podpuszczka to enzym trawienny z żołądków młodych ssaków, w tym wypadku cieląt. Więc sery z takim składnikiem nawet nie będą wegetariańskie, podobnie jak ciastka z żelatyną. Podpuszczka ścina mleko, czyli mleko koaguluje, a więc dzieli się na skrzep oraz serwatkę. Młode ssaki w ten sposób trawią mleko od matki. Ludzie w ten sposób produkują sery...
Wracając do muffinów. Frytownica dobrze spełnia swoją rolę. Upiekły się bez zarzutu. Silikonowe foremki również super rzecz, wypieki odchodzą bez problemu od formy po upieczeniu. W smaku były całkiem dobre. Wolę muffiny słone niż słodkie, trzeba będzie w przyszłości bardziej poeksperymentować z innymi przepisami, tym razem w formie wege.
Inne ciekawostki:
Mochimat w galerii krakowskiej. Czego to ludzie nie wymyślą.
Poranny atak na ciucholand nowohucki 😀
Herbatki świąteczne z five o'clock. Mam choinkową słodycz i laponię. Jestem fanką wszystkich, ale zdecydowanie laponia to mój faworyt. Zapach nieziemski.
Totoro pozdrawia 😉





































