Sunday, March 31, 2024

Pizze wegańskie z różnych miejscówek plus inne smakołyki

Na początek pizza z Dobczyc. Szukałam jakiejś miejscówki z pizzą i to pizzą normalną, bo nie spodziewałam się, że w Dobczycach ktoś wpadnie na wegan pomysł. Aż tu nagle, znalazłam na google- GARAŻ Burger&Pizza i to miejscówka mega bliska, gdzie w menu była pizza z wegan serem. Oczywiście wtedy wszystkie inne pizzerie zeszły na dalszy plan i poszliśmy do garażu. 


Skład pizzy to sos pomidorowy, wegańska mozarella, pomidorki cherry, oregano, roszponka, oliwa. W menu mają też inne fajne pozycje, coś sałatkowego i jakiś burger, ale na ich stronie tego nie widzę, a papierowego nie sfotografowałam w porę i w czas. No i mają mleko roślinne do kawy, co prawda dopłata aż 3 zł, ale i tak na plus. Jak ktoś jest zdesperowany, to dopłaci 😆  

Moja opinia co do pizzy- ciasto smaczne, cienkie jak lubię. Ser jak ser, niestety wegański ser rzadko kiedy mi smakuje tak bardzo bardzo. Jest zjadalny, ale póki co, nie dorównuje oryginałowi. Przynajmniej w Polsce. W USA lub innych krajach Europy możliwe, że dysponują czymś lepszym. Przyczepiłabym się też do dodatków. Fajnie by było, gdyby położyli jakąś podróbkę szynki, a nie tylko roszponkę. Automatycznie zakładają, że weganie jedzą tylko trawiaste rzeczy, co nie jest prawdą, a na pewno nie w moim przypadku 😂 

Piwko regionalne szczyrzyckie było pyszne. Więc pizza taka o, ale wielki plus, że jest dostępna w takiej małej miejscowości, no i bardzo duży plus za szczyrzyckie piwerko. 


W dobczyckich klimatach próbowałam też czekolady. Dobczyckich, bo Wawel ma tam swoją produkcję.


Peanut butter zawsze dobre. Co prawda w gorzkiej czekoladzie, za którą nie przepadam, ale w połączeniu z nadzieniem jest smaczna. Widziałam też, że wprowadzili batoniki peanut butter i cukierki, takie same jak kasztanki. 


Tutaj totalna klapa i niewypał. Zakupiłam to w osiedlowym Lewiatanie za zawrotną sumę 13.99 zł. W domu sprawdziłam na google i okazało się, że Wawel sprzedaje za 8.99... Więc naliczyli sobie niezłą marżę. Na dodatek wielki zawód po otwarciu. Spodziewałam się, że ta pasta z orzechów laskowych, wymieniona w składzie, to będzie nadzienie. Niestety okazało się, że nie ma żadnego nadzienia, a czekolada ma konsystencję taniego czekoladopodobnego wyrobu z posmakiem orzechów laskowych. Więc totalna porażka jak dla mnie. Może gdyby to kosztowało 2 zł to bym zrozumiała, ale tutaj cena wywalona w kosmos, a efekt wręcz odstrasza od wegańskich wyrobów. 


Czas na żabkowe nowości:


Zobaczyłam to w żabce i się podjarałam, bo uwielbiam placki z cukinii. Niestety trochę się zawiodłam. Co prawda są zjadalne, ale dość suche. Za mało cukinii w składzie, kosztem suchych składników. Sos jest wegański, więc za to duży plus, ale zbyt płynny, no i przyczepiłabym się do jego składu. Więc moja ocena to jakieś 5/10. 


Teraz eksperymenty chrupkowo-chipsowe:


Chipsy z żabki. Fajny skład i ciekawy smak. Niestety, o ile lubię cytrynę i jej aromat, to zjedzenie paczki chipsów cytrynowych mnie przerosło. Zbyt dziwne połączenie dla mojego podniebienia.



Chipsy z dobczyckiej stacji benzynowej. Zawsze poluję na smak bekonowy bez bekonu, więc musiałam je mieć. Tutaj daję 10/10, pyszne chrupki. 



Chipsy ze sklepu z czeskim piwem. Smak czosnkowy i musztardowy. Mój typ to czosnek. Kiedyś jadłam też chrzanowe, ale teraz zabrakło na stanie. Całkiem dobre, choć mocno wyczuwalny smak oleju jest minusem. Wybrałam jakieś piwerko pszeniczne butelkowe, ale zostało wypite szybciej niż zrobiłam foto. 
 
 
Czas na kolejną pizzę. Wróciłam pewnego dnia z pracy o ludzkiej godzinie i przeszukiwałam pyszne.pl. Znalazłam pizzerię z dwoma różnymi wegańskimi pizzami do wyboru. Moja była z gyrosem i dodatkiem czerwonej cebuli. Całkiem smaczna, nie ma się do czego przyczepić. Fajnie, że w końcu coś takiego zaczęło się pojawiać w okolicy Nowej Huty.



Kolejna pizza, tym razem był spacer i jedzenie na miejscu. O dziwo te dwie pizze wegańskie mają lokalizację blisko siebie.


Pizza jedzona po włosku, bez żadnego sosu 😀 Dla mnie ok, ciasto było cienkie, brzegi puszyste, środek bez sera, ale za to dużo sosu i fajne warzywa, więc nie mam się do czego przyczepić. Do tego smaczny drink z truskawkami i dobra lemoniada:


Mech na ścianie: 








Katering Wege Umami- zbiorczy wpis z wielu dni

Kolejny katering, który zdecydowałam się przetestować to Wege Umami (jaka gra słów 🙊). Zachęciło mnie w ich ofercie to, że można było sobie wybrać zestaw 1500 kcal, składający się z zupy, obiadu i kolacji, czyli bez śniadania, a więc bez słodkiego. Wersja wegańska. No i wiadomo, jestem fanką zup. Tutaj akurat zupy były dość małe, ale zawsze można było sobie dodać wkładkę typu fasola, albo choćby pokruszony chleb. Ogólnie stwierdziłam, że 1500 kcal to jednak mało dla mnie, tak optymalnie byłoby 1700. Wolniejsze schodzenie z wagi, ale nie miałabym ciągot wieczornych na dojadanie. 

Moja opinia po iluś tam dniach kateringu (już nie pamiętam ile dokładnie)- generalnie jedzenie smaczne, może trochę za dużo tofu i ryżu. Jedne posiłki były bardziej w moim guście, inne mniej, co jest akurat normalne i nie jest ani wadą, ani zaletą, takie uroki kateringu. Na koniec stwierdziłam, że żaden z kateringów mnie nie zadowala na 100%, choć akurat wege umami będzie na 1. miejscu z tych trzech, które próbowałam. Po prostu, katering nie jest dla mnie na dłuższą metę, bo powiedzmy, kiedy ja mam ochotę na ziemniaki, oni dają ryż :P  i tego typu sprawy. 

Tak wyglądało jedzonko: 






Te 2 posiłki- faszerowana cukinia i drugi- grillowane bataty i warzywa w sosie z burakami, to były chyba moje ulubione dania z całości. Z naciskiem na danie z batatami.













 
 

 
Tak wyglądały słoiczki z zupami. Codziennie inna, tutaj krem czosnkowy i krem z białych warzyw. Jeśli chodzi o zupy, to nie było takiej, która by mi nie smakowała. Najczęściej mieli kremy, ale zdarzały się takie z pływającymi warzywami i chyba nawet coś a la ramen, jeśli dobrze pamiętam. 






Sunday, March 3, 2024

MISZ MASZ

Pora na kolejne różności z wielu dni. 

Na początek zupa, przypadkowo odkryta w Oszołomie, wśród wielu innych zup. I ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, wegańska zupa na niewegańskim dziale. Całkiem smaczny krupniczek, o prostym składzie



Kolejna wizyta w Auchan i kolejne odkrycie, tym razem już na dziale z wegańskim nabiałem. Serek tartare z migdałów (!), spulchniany azotem, o konsystencji almette. Smakowo pyszny, skład prosty i krótki, gdyby nie był tak horrendalnie drogi, to kupowałabym na okrągło. Były dwie wersje- czosnkowa i ziołowo-czosnkowa. Postarali się, jak do tej pory najlepszy wegański nabiał jaki jadłam. Zaraz na drugim miejscu wege siostry z serkami z nerkowców- smarowańcami i fetą. Tylko czekam, aż takie produkty stanieją.



 

Czas i na Lidlową nowość. Do tych klopsów podchodziłam jak pies do jeża, ale ostatecznie nie żałowałam zakupu. Okazało się, że w składzie coś innego niż standardowe białko pszeniczne. W smaku obiecujące, pikantne, jak to kimchi, ale zjadalne przez moje wrażliwe podniebienie. 



Tym razem Costa- drożdżówka wegańska- 'duńska z budyniem'. Nie jest to może smakowe nie wiadomo co, ale całkiem przyjemna rzecz do porannej pracowej kawy.



A tutaj jakiś fan Totoro ;)




Niedzielna wizyta w No Bones. Pierwsze ciepłe temperatury i ludzie oszaleli, tłumy na mieście, tłumy w lokalach, zabrakło ciast w witrynce. Przyszłam na 'schabowego' i udało się. Takie sojowe kotlety w panierce bardzo lubię, więc wyszłam zadowolona. Tylko jedna kulka ziemniaków to mało, oj mało :P



Moje kolejne odwiedziny w wannie z hydromasażem, samotna relaksacja po pracy. Niestety chcą mnie wykończyć w pracy, zanim tam dotarłam było już po 20.00. Tak więc skończyło się znowu na zamówieniu z mazaya falafel. Zanim się zebrałam na zamawianie, krowarzywa i vegab już nie realizowały dostaw, a byłam na tyle głodna, że nie chciało mi się przeszukiwać milionów innych jedzeniowych lokali. Wybrałam na kolację wrap, a na śniadanie hummus z warzywami i pitą. Om nom nom....czy może być coś lepszego niż mazayowy hummus 💞

Wrap, piwo pszeniczne, książka, gazeta i bąbelkująca woda 😻 Żyć nie umierać. I pierwszy raz byłam w lokalu z telewizorem nad wanną :P  Oczywiście i tak nie skorzystałam, choć w sumie youtube czy netflix to można by coś wybrać, ale przy chodzącym hydromasażu nie bardzo słychać cokolwiek. Więc został kitek ;)