Tuesday, February 6, 2024

Różne różności z przeszłości

 Jako, że chęć pisania o jedzonku jest, wracam wspomnieniami do zaległych zdjęć. Na początek: 



Na pierwszym zdjęciu mazaykowe zestawy. Tutaj bylismy w mazaya falafel na Starym Kleparzu w Krakowie. Druga fota to ich mapa na ścianie, a pająk, pajęczyna i muchy to wersja halloweenowa.

Mazaya rządzi jak zawsze. Nie ma drugiego takiego lokalu, gdzie wracałabym tak często. No poza costą, ale tam to już kwestia kawowa. 

W mazayce wszystko mają pyszne- hummus, falafele, pity, sos, warzywa kiszone. No i te porcje ogromne, jak dla mnie taki talerz jest nie do przejedzenia.




Mój samotny wypad do apartamenciku z hydromasażem. Czy może byc coś lepszego niż ciepła bąbelkująca woda, kolorowe światełka, a do tego vegab z sosem barbecue i piwerko z moimi inicjałami 😂





Tutaj jedzonko z kolejnej wycieczki do myślenickiej wegestacji. Czeskie piwerko i gulasz były moje. Z tego co pamiętam były wtedy gruzińskie dania. Ten gulasz smakował jak dobre leczo, tylko zamiast cukini- bakłażan. Drugie danie było tylko wegetariańskie- prażony ser z frytkami.

Wegestacja razem z mazayą króluje w moim jedzeniowym rankingu. Jeśli chodzi o wegestację to nie jest tylko moja opinia. Ostatnio wybiło im na google 500 ocen i średnia 5.0:


Popieram całym wege serduszkiem 😁 Niech otworzą drugi lokal na hucie, to będę tam stałą bywalczynią 😻





Obiad z roślinnym kurczakiem. Zapomniałam, gdzie był zakupiony. W smaku przyzwoity, ale bez wielkiego szału. Do pieczonych warzyw i marchewkowej surówki się nadaje jak najbardziej. Choć myślę, że jako wkładka do porannej bułki, byłby jeszcze lepszy.

Spaghetti, do którego bardzo często wracam. Można je kupić w kerfurze lub oszołomie 😋 Możliwe, że w innych miejscach też.





Pasztet z grochu zapamiętałam wyraźnie. Razem z pasztetem od bezmięsnego, są na podium roślinnych pasztetów.

Schab ze śliwką fajna rzecz. Dodatek śliwki do takich słonych wyrobów to coś, za czym przepadam.



2 dzień KOKOSZKI

 




Obiad pyszny, zjadło się w domu. Reszta do pracy, oba posiłki jadłam na zimno. Zaczęłam od kaszotto i niestety byłam srogo zawiedziona. Jak to mówi Książulo- jałówka i kateringowy smutek... Niedoprawione, tylko lekko czułam sos miętowy, ale poza tym miałam problem żeby to dojeść i pozostawiło we mnie niesmak i przestrach, że jeśli robią częściej takie dania, to rezygnuję z tego kateringu 😂  Fatalny efekt został dopełniony przez suchą sałatę bez żadnego sosu i rzodkiewkę w kawałkach, też na sucho. Po tym daniu obawiałam się otwierać tą soczewicę aglio olio... Na szczęście okazało się, że to już było dobre, fajnie doprawione, nawet bez podgrzania smakowało. No i tutaj był pomidor z kiszakiem, a do tego sosów nie trzeba. Jedynie znowu sucha sałata, ale to już dało się przeżyć, skoro reszta dania była dobra.

3 dzień KOKOSZKI i podsumowanie

 




Trzeci dzień został zjedzony na raty. Z powodu wyjazdu plan kateringowy trochę się zaburzył. Były jedzone domowe placki ziemniaczane i zupa fasolowa 😍 Dania kokoszki rozłożyłam na 2 dni. Obiad z ziemniaczkami i kapustą zawsze na plus. Te klopsy w sosie całkiem całkiem. Czułam trochę smaku kaszy gryczanej, ale tak w miarę, nie narzucająco się. Śniadanie spoko, hummus smaczny, chlebki raw też i tak samo czułam kaszę gryczaną. Warzywa w słupkach mają tu sens, jako dodatek do hummusu. 

Kolacja to groszek w sosie, a pod tymi kiełkami grillowane warzywa. Odgrzewałam na patelni. Do tego kiszaki, sałata i cebula czerwona. Wszystko było smaczne.

Podsumowując trzy dni próbne- wrócę do nich na dalszą część miesiąca. Dużo warzyw, smakowo dobre. Z tego co patrzyłam na dalsze menu, jest ciekawie i nie ma kaszotto póki co 😂 Mam tylko nadzieję, że więcej na to danie nie trafię, bo reszta zdrowa i smaczna. W sumie kaszotto niby było zdrowe, ale jak się je z takim niesmakiem to wcale dobrze nie wpływa na organizm 😅  Na kokoszce schudnie się, a jednocześnie będzie zdrowy detoks. Gluten będzie jedzony tylko przy porannej zmianie. Niestety, ale nie ma nic lepszego do zjedzenia przy śniadaniowej kawie niż treściwa kanapka 😁


Monday, February 5, 2024

Tu Kokoszka Dziobała- 1 dzień kateringu

 Pomelowy katering mimo, że z cukrem i pszenicą, rozpoczął proces zrzucania mojego nadmiaru wagi. Udało się zrzucić coś z 2,5 kg w niecały miesiąc (16 dni samych pudełek, w pozostałe kombinowałam sama). 

Teraz nadszedł czas na 3-dniową próbę firmy o dźwięcznej nazwie 'Tu kokoszka dziobała'. Jest to w pełni bezmięsny katering. Mają tylko opcje wegetariańskie i wegańskie, co mnie bardzo cieszy. Fajnie jest wspierać swoją wypłatą firmy, które nie płacą rzeźnikom. Ideałem byłoby całkowicie wegańsko, ale spokojnie, krok po kroku 😎

Wybrałam opcję nazwaną pełnowartościową, czyli wegańsko i bezglutenowo. 

Na początek: 




Kurier przybył o 4.30. Byłam zachwycona zawartością- pełno warzyw, zielono i w końcu bezmakaronowo. Wybrałam 3 posiłki, nadal bez zmian 1500 kcal i wytrawne śniadania. Jak widać, na etykietkach jest podany pełny skład. Na obiad w domu odgrzałam zapiekankę z bakłażanem w sosie. Śniadanie i kolację zabrałam do pracy i spożyłam na zimno. Wszystko było smaczne i dobrze doprawione. Placki z kimchi smakowały mi najbardziej, choć były odrobinę przesolone. Podobnie jak sok z kiszonek, który wzięłam tylko na jeden dzień na próbę:


Za to przesolenie placuszków mogę im dać za ten dzień ocenę 4.8/5. Nawet miałam lekki problem żeby to wszystko przejeść. Dużo błonnika jednak robi robotę.

Niestety sok był okrutnie słony. Normalnie kiszonki mi służą, ale po nim zrobiło mi się niedobrze i zasuszyło mnie do tego stopnia, że wypiłam całą butelkę wody i jeszcze potuptałam do automatu po sok pomarańczowy. Jedno wiem na pewno- posiłki mają de luxe, ale soku z kiszonek nigdy więcej.

LIDLOWE wegańskie szaleństwo

 Z okazji veganuary w wielu sklepach pojawiło się dużo wegańskich produktów. Czaiłam się na lidla i dopadłam trochę rzeczy, jednak nie wszystkie, które bym mogła. Niestety nie w każdym lidlu jest ten sam asortyment, produkty też są poprzebierane. Trzeba polować i buszować. Zdobyłam takie jedzonko:


Sos czosnkowy. Już kiedyś go jadłam, nie jest to nowy produkt. Generalnie dobry, choć czosnkowy smak mógłby być bardziej intensywny.


Mus czekoladowy. Smakuje jak pianka na bazie gorzkiej czekolady. Robiłam kiedyś coś podobnego w smaku- z wody po cieciorce z puszki i gorzkiej czekolady. Klimat bardzo zbliżony. Niestety jeden lidlowy deser się zmarnował. Był parę godzin poza lodówką. Otworzyłam go pod wieczór w pracy, a tam wyhodowała się pleśń. 


Herbatniki w rozmiarze mini. Smak waniliowy i cytrynowy. Mój typ to cytryna. W sam raz na drobną przegryzkę do kawy.


Nuggetsy warzywne. W smaku dość pikantne, ale nadal jadalne dla mojego podniebienia. 


Lody rożki. Rozmiarowo jak standardowe. W smaku całkiem przyjemne. Doczepiłabym się jedynie do zbyt dużego poziomu słodkości. Poza tym są zbyt mało tłuste. Jest to problem większości wegańskich lodów, które są robione na mleku roślinnym mało tłustym. Najlepsza konsystencja wychodzi na kokosowym.


Pizza bardzo dobra. Ciasto o fajnej puszystej konsystencji. Niestety stary piekarnik w mieszkaniu nie poradził sobie jak zwykle i spalił za bardzo brzegi. Mimo to, smak się nie zepsuł. Nie ma żadnych dodatków, ale można samemu zrobić różne wariacje warzywno-szynkowe.




Fucking delicious 😋 Może nie było aż takiej rewelacji, jak obiecują na etykiecie, ale całkiem przyzwoita przekąska. Nasypali tyle przyprawy, że przy gryzieniu aż kaszlałam, jakby proszek wlatywał mi gdzieś do gardła...Pierwszy raz miałam coś takiego przy chrupkach. Wielkim plusem jest smak serowy bez dodatków mlecznych. Wydawałoby się to absurdalne, ale znaleźć chrupki lub chipsy bez serwatki jest dużym wyczynem. I to nie tylko w smakach serowych, co byłoby logiczne, ale też cebulowych czy paprykowych.


ŻABKOWE smakołyki

 Nadszedł czas na degustację żabcianych dobroci. Udałam się do osiedlowej żaby i miałam szczęście, bo akurat byli po dostawie i lodówka pękała w szwach, więc bez problemu dostałam, co chciałam: 


Falafel był droższy, ale ma więcej kalorii. Jak taki solidny obiad. Nie wiem co było lepsze. Plusem weggera jest dobry skład, fit kotlet z buraka, a przy tym smaczny, no i przyzwoity sos. Spokojnie można do niego wracać, jeśli się chce posiłek na szybko. Jadłam go na zimno i nie zepsuło to smaku, ale na pewno ciepły byłby lepszy. 

Do rollo wróciłam już drugi raz. Plusem jest w miarę dobry falafel. Minus to odrobinę zbyt pikantny sos. W ogóle zmieniłabym go na czosnkowy lub koperkowy, ale to kwestia gustu. Jeszcze gdyby zamiast białej kapusty pokusili się o czerwoną, to byłaby bajka. No i minusik za benzoesan sodu w składzie. 




Kolejną rzeczą, która dość długo po zakupie czekała na konsumpcję jest noodle poodle:



Czekało na moją wizytację w jacuzzi, ponieważ na wyposażeniu apartamentu jest mikrofala 😊 Jako danie dedykowane do takiego przygotowania stwierdziłam, że się poświęcę i poczekam. Niestety posiłki odgrzane w tym urządzeniu odbieram jako martwe. Dosłownie jakby były bez życia. Ideałem byłyby potrawy odgrzane na ognisku (żywy ogień). Kolejno na gazie, indukcja- zło konieczne. Nie zawsze nowoczesność jest dobra. Przynajmniej w moich odczuciach. 

W związku z tym mikrofalowe posiłki na pewno nie jest to coś, co jadłabym na co dzień. Jedynie w celach degustacyjnych od czasu do czasu, tak jak te noodle 😇 

Jak widać, składowo nie ma się do czego przyczepić, makaron pyszka, miękki, puszysty i jędrny 😅 Zapewne skrobia z tapioki robi robotę. Dobrze doprawione, dość pikantne, jak to w tajskich klimatach, ale zjadliwe dla mnie, nie spaliło mi gardła. Spokojnie mogę dać temu daniu 5/5, za smak, skład i etykietę z poodlem 😎


Podsumowanie POMELO

 Czy wrócę do tego kateringu? Hmm nie wiem, z jednej strony posiłki były w większości smaczne i doprawione. Jedyne co wryło mi się w pamięć, a było dla mnie bez smaku to czekoladowe naleśniki. Moczenie ich w jogurcie sojowym nie pomogło. Jedynie pieczona gruszka uratowała sytuację. Co do plusów to zdecydowanie dobre sosy do potraw. Nie żałują przetworów nabiałopodobnych i mięsnopodobnych. W ogóle największy plus, że stworzyli wegańską dietę, która jest zjadliwa i nie składa się z samych jałowych, suchych posiłków. Często mają rabaty, no i standardowo przy dluższym zamówieniu jest trochę taniej. Nie było także problemu z kontaktem, kiedy zdarzyła się pomyłka i dostałam 2 takie same dania, a w inny dzień za małą ilość pierogów z truskawkami na kolację. Pani zaproponowała mi za tę niedogodność dodatkowe punkty, które będę mogła wykorzystać przy kolejnym zamówieniu. Minusem jest brak możliwości wyboru wytrawnych śniadań. Owsianka i wszelkie wariacje na jej temat, pojawia się zdecydowanie zbyt często. Na opakowaniu nie ma dokładnego składu. Trzeba wejść w  panel klienta, aby sobie obczaić. Jak już wspominałam, za dużo, o wiele za dużo pszenicy. Wystarczyłoby czasem zmienić makaron na soczewicowy i już byłoby odrobinę zdrowiej, ale nadal smacznie. No i chyba największy minus- przy wyborze 3 posiłków zamiast 5, zdarza się zaniżanie kaloryki. Zamiast 1500, miałam o 100-150 mniej. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, bo jednak za te kalorie płacę. W takie dni w brzuchu hula wiatr i trzeba coś dojeść 😎 Dieta dietą, ale głodzić się nie będę.  

Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, moja ocena to jakieś 3.8/5. Było ok, ale nie przyciągnęli mojej uwagi na tyle, abym marzyła o ich jedzeniu na dłuższy okres czasu.



16 dzień POMELO




 

Wszystkie posiłki były smaczne. Jedyny zarzut, taki sam jak poprzedniego dnia- znowu glutenowo. Wczoraj cały dzień gluten, dziś pszeniczny obiad i na kolację też tortilla. Tym mącznym akcentem zakańczam moją przygodę z owym kateringiem.

15 dzień POMELO

 




Wszystkie posiłki na słono, więc z tego aspektu byłam zadowolona. Pasta a la jajeczna całkiem smaczna, chleb dobry. Reszta jedzonka też mi smakowała, jedyne do czego bym się doczepiła to fakt, że jest za bardzo mącznie jak na jeden dzień. Chleb, pizza, makaron... Mogliby to jakoś dozować z umiarem, przykładowo jeden posiłek glutenowy, reszta bardziej na zdrowo. Nawet jak mam dni bez czasu na gotowanie, to praktycznie nie zdarza mi się do każdego dania jeść pszenicę. 

14 dzień POMELO

 




Znowu nie zjadłam słodkiego śniadania, zostało oddane gościowi. Nie tylko moje zdanie, że taki posiłek pozostawia niedosyt, to bardziej powinien być deser, albo po prostu przekąska. Kebab z falafelem musiałam sobie sama umieszać. Rzuciłam to do tortilli i zawinęłam. Było jadalne, ale bez szaleństwa. Najlepsze z tego zestawienia to obiad. Jak jest puree ziemniaczane, to jest wszystko, czego potrzebuję 😁