A jedzono tak:
Wrap z falafelem i dodatkami, spoko sprawa, nie ma się do czego przyczepić.
Tutaj jeszcze załapało moją kawę, flat white na roślinnym mleku. Kawa to jedyne do czego się przyczepię w tym lokalu, taka sobie, jak dla mnie za mało wyrazista, bardziej jak zbożówka, ale co kto lubi, kwestia gustu.
Zupa tom yum. To już było mega dobre. Jak mówi menu: "tajska kremowa zupa z mleczkiem kokosowym, na bazie galangalu, trawy cytrynowej i liści limonki kaffir, podana z boczniakami, cebulą, pomidorami i świeżą kolendrą".
Tutaj już mamy danie wegetariańskie, bo z jajkiem. To było jedno z dań dnia w tygodniu izraelskim. Kanapka sabich. Jak mówi google: "Popularne danie izraelskiej kuchni ulicznej. To kanapka faszerowana plastrami grillowanego bakłażana, jajkiem, sosem tahini, hummusem i aromatyczną pastą zhug. Zakochacie się w tej mieszance smaków!" Niech im będzie :P Może się nie zakochałam, ale mi smakowało.
💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓
Kolejny wypad do Myślenic, tym razem już rok 2023, 10 stycznia, deszczowy i pochmurny dzień, więc go sobie osłodziłam. Rozpoczął się moją podróżą z krakowskiego dworca linią A1. Małe zwiedzanko. Próba dotarcia z miejsca wysiadki do wegestacji, zakończyła się włączeniem google maps :D Moja pamięć topograficzna pozostawia wiele do życzenia, tym bardziej jeśli za pierwszym razem ktoś inny prowadzi mnie do miejsca docelowego, nie skupiam się na drodze w ogóle.
Wystawa u zegarmistrza. Tańczący flaming i zawodnik sumo, na energię słoneczną bądź światło z latarki :)
Rynek myślenicki plus choinka. Klimat bardziej jesienny niż zimowy. Deszczowo i przeszywająca wilgoć.

Pospacerowałoby się dłużej, dużo sklepów do odkrycia :) Jednak obrałam kierunek prosto na wegestację, ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne.
Moja miejscówka, we wnęce na uboczu, lubię się schować i obserwować otoczenie w zacisznym miejscu.
Widoczek z okna na gazety. I wrzosowe klimaty.
Mój nabytek z galerii krakowskiej. Wystarczy przejść przez galerię, żeby nie móc się powstrzymać i coś kupić. Kolorowy ptak będzie mnie rozchmurzał w pochmurnej i deszczowej styczniowej rzeczywistości.
Nadszedł czas konsumpcji. Wybrałam zupę kapustnicę. Kapustka, wędzone tofu, dobrze doprawiona i rozgrzewająca. Jako że na raz nie zmieszczę w brzuchu dwóch dań, wzięłam coś lekkiego na przekąskę- nuggetsy z ciecierzycy z ketchupem z cukinii.
Bilecik do Myślenic. Cena jedzonka o połowę niższa, niż gdybym jadła w Krakowie.
Na wynos zamówiłam tacosy, w pełni wegańskie. Awokado, marynowana cebulka, pasta z czarnej fasoli, wegan jogurt. Zjadłam na kolację. W smaku bardzo dobre, niestety przez to, że czekały na konsumpcję do wieczora, to kukurydziane ciasto się trochę rozwaliło/rozmokło.
Jeszcze zamówiona herbata beduińska, czarna z kardamonem i miętą biblijną- cokolwiek to znaczy. Ładnie podana i smaczna :)
Generalnie udany wypad, mała wycieczka, a cieszy :)















