Tuesday, April 14, 2020

Żywienie na dowóz w trakcie KORONAkalipsy




   Wiekopomna chwila- mój wpis po dłuuugiej przerwie. Szaleństwo śWIRUSOWE, dużo wolnego od pracy, sprzyja różnym aktywnościom, na przykład zamówieniom pożywienia na dowóz. W każdym razie lepiej zamówić bezpośrednio do mieszkania niż z odbiorem osobistym i jeść na ulicy, skoro planty zamknięte, parki zamknięte, ławki zamknięte xD
Na pierwszy ogień poszedł oczywiście Sufeat, mój ulubiony krakowski lokal. Jednego dnia zrobiłam zamówienie na 'schabowego':




Kotlet jest duży, soczysty, a zarazem chrupiący. Tym razem surówka z kapusty kiszonej- pycha. Plus ziemniaki (bez ziemniaków nie ma życia).


Inny dzień, znowu żeberka, są genialne, mam wrażenie, że za każdym razem lepsze. To chyba zasługa marynaty. 




Dziś również dodatek purree z ziemniaka ❤❤❤  plus surówka plus gotowana marchewka, bardzo fajnie doprawiona.
Na deser wzięłam ciasto kawowe:




O ile jedzenie na słono w Sufeacie jest bezkonkurencyjne, o tyle słodkie rzeczy (za wyjątkiem absolutnie genialnej napoleonki w szklance) są słabsze, ale to ciacho było smaczne. Spód zrobiony z kaszy kukurydzianej, masa zapewne z kaszy jaglanej, tym razem dobrze rozdrobniona, była zblendowana na gładko.

Jak szaleć to szaleć, zamówiłam też nutellę z cieciorki, z tego co wiem w składzie było oprócz niej kakao plus daktyle jako słodzidło. Wygląd mało apetyczny :D 💩💩


W smaku jednak już trzeci deser od nich, który mi smakował. Dostałam cały pojemnik, jadłam przez 4 dni jako porcję słodyczy do kawy, a więc wydajne jedzonko. Bardzo fajną rzeczą w Sufeacie są eko pojemniki. Nutellę (właściwie cieciorellę) dostałam w papierowym, szczelnym pojemniku. Jedzenie na ciepło jest w biodegradowalnych opakowaniach . 



Inny dzień to próbne zamówienie z Zielonego Talerza. Nie mają swojego lokalu, produkują słodkości i słoności dla innych sklepów, restauracji, bądź na prywatne zamówienie. Podjęłam próbę na 2 kawałki tęczowego tortu i ziemniaczki:




Kawałki były mega ogromne, biszkopt wilgotny, co dla mnie jest ogromnym plusem, nie lubię tzw. suchciaków. Trochę dodatku jakiegoś powidła. Krem smaczny, dość lekka konystencja, nie za słodki, ale jedząc na raz tak duży kawałek można się 'zamulić' ;)   Ziemniaczek smaczny, ale mnie jakoś bardzo nie zachwycił.

Za to pudełko, w którym otrzymałam tort bardzo ładne:







Tak wyglądał tort w całej okazałości (zdjęcie z profilu Zielonego Talerza na FB)


Na słono dostałam kotlety marchewkowe, nie znam dokładnego składu, ale były mega pyszne, czego się nie spodziewałam, wyglądały na suche. Idealnie doprawione, czułam w nich dość mocno kolendrę, tutaj suszoną, a lubię postać zarówno świeżą, jak i ziarna.


Trzeci eksperyment to Strava- wegański catering, działa podobnie jak Zielony Talerz. Po wielkich namysłach, zdecydowałam się na kopiec kreta, a więc zarówno ciasto na święta, jak i tort na przyszłe kwietniowe urodziny ;)  





I tym razem się nie zawiodłam, krem bardzo dobry, ciasto również, nie mam się do czego przyczepić i kupiłabym ponownie. Tym bardziej, że Strava chwali się, że piecze bezglutenowo i bezcukrowo. Czego nie sposób zauważyć, a ciasta smaczne, tak jak klasyczne nie-wegan.
Na słono próbowałam kotlety z soczewicy i pasztet z soczewicy. Niestety zapomniałam zafocić :D Mogę tylko powiedzieć, że również dobre i godne polecenia. 



Kolejna rzecz z czasów zarazy, tym razem nie do zjedzenia, choć wiele wspólnego z jedzeniem ma :)
Nowy nabytek do robienia wolnoobrotowo soków, poza tym musów, makaronów, pasztetów. Póki co testowana jako wyciskarka do soków warzywno-owocowych. Robione były wersje burak, marchewka, pomarańcza, a druga- biała świeża kapusta (wersja solo jak dla mnie mało zachęcająca, choć śledziona ponoć cieszy się takim sokiem) plus seler naciowy, pietruszka w korzeniu i jabłko jako dosładzacz. Krótko mówiąc taki wynalazek to mega przydatna rzecz.




Monday, April 13, 2020

polowanie na KFC

Cóż, poszłam spełnić niezbędną potrzebę życia codziennego w postaci nakarmienia siebie.
Przy okazji kupując jedzenie w amerykańskiej sieciówce wsparłam "biednych" Hamerykanów.

Przy okazji dodam że jestem antyfanem kurczaków. Bezsmakowa masa hormonów, nie wiem co ludzie w tym widzą. Dlatego obczajanie wege jedzenia w kurczakowej restauracji totalnie ma sens, ha ha.

Jeśli mam wspominać doświadczenia z kurczakami, to przychodzi mi do głowy McDonald's. Kiedyś wizyta w złotych półkolach była rzadką i drogą atrakcją, zabawki były całkiem całkiem, i w ogóle. Acz rodzice nie pozwalali mi na hamburgery, zawsze tylko te nuggety. Pewnie myśleli, że kawałki kurczaka są zdrowe. O słodka naiwności ;)


Zapoznałam się z nową aplikacją KFC. Jest Twister Halloumi, czyli po prostu tortilla z serem tego typu i warzywami. Swoją drogą ciekawe czym się różni mega pocket od twistera. Sytuacja ze zdobyciem zingera nie była już taka różowa, bo nie można go zamówić samego. Trzeba kupić caaały zestaw, a dopiero potem go spersonalizować i zmienić kanapkę na wege. A mięsowe zingery można same brać, no kiszka. Ciekawe czy jak się normalnie zamawiało w normalnych czasach, to nie trzeba się było bawić w zestaw? Zamieniłam frytki na bardziej ekskluzywne cebulowe krążki, za co troszkę dopłaty. Zamiast wielkiej dolewki (to już by była totalna strata pieniędzy), jakaś sałatka.





Zamówiłam, payu jakoś zapłaciłam i odebrałam towarrr i ukradkiem udałam się do miejsca zamieszkania, trzymając się z daleka od kilometrowej kolejki do Lidla.

Po drodze spotkałam przystojnego kolegę który też ucztował.



W końcu przypełzłam do swej nory. Jedzenie nawet było w miarę ciepłe, te papiery nieźle trzymały temperaturę. Najpierw na warsztat wzięłam zingera.

















Cóż my tu mamy, bułka. Bułka lepiej wygląda niż smakuje, jakaś taka sucha. A trochę chemicznych bułek już się zjadło, mogli się bardziej postarać. Środek ubogi. Placek ziemniaczany ok, reszta - to co widać.








Teraz pora na tortillę z serem. Ser jest dostępny i w tortilli i w kanapce, ja wzięłam tylko w tortilli jako, że już jednego zingera miałam, a żołądek i portfel mają swoje granice. Ale to akurat było naprawdę dobre. Dobry ser (narkotyczny, jak by pewnie powiedziała Ewa), dużo nadzienia, dobra tortilla. Nie ma co narzekać. Nie wiem czy wersja kanapkowa byłaby równie smaczna, biorąc pod uwagę marność zingera, ale dajmy im kredyt zaufania.






I dodatki. Cebulowe krążki miały sympatyczne opakowanie, choć nie mogłam go później wykorzystać do jakiś innych celów bo zatłuszczone. Prawdę mówiąc zapomniałam o tych dodatkach i dopiero jak strawiłam kanapkę i tortillę to się tymi rzeczami zainteresowałam. Krążki już były zimne i nie były dobre, ale to może być właśnie przez to, że leżały, więc za to nie odejmujemy punktów. A sałatka, sałatka zjadliwa, miejmy nadzieję że coś zdrowego w sobie miała.



Jako extra dekadencję pozwoliłam sobie na shake krówkowy. Nie spodziewałam się wiele, ale okazał się smaczny; miejmy nadzieję że nie zostanę za to pokarana cukrzycą.


P.S. Offtopic! Ciekawe czemu wideo z kategorii "Trending" na polskim youtube są tak obrzydliwie żenujace w porównaniu z listami z innych krajów? Jestem pewna, że debili nie brakuje na świecie, ale czemu u nas stawia się ich na pedestale?

P.S. 2 Zdaje się że snapchat był popularny i teraz przestał. Nie ogarnęłam tego. Teraz Tik Tok jest popularny, tym bardziej nie ogarniam, Duda lepszym informatykiem ode mnie.

Thursday, April 2, 2020

Wspomnień czar, Burger King



Miałam okazję spróbować wielkiego dziwactwa marketingowego, czyli Rebel Whoppera ("jesteśmy wege ale nie jesteśmy!"). Ale marketing marketingiem, a kanapka kanapką. Jak smakowała? Moim zdaniem była trochę lepsza od wege Drwala z McDonald's, ale i tak była niesmaczna. Z wyglądu też nieprzyjemna, wyglądała jak te batony proteinowe zrobione z robaków (taki koncept z pewnego filmu). Do poprawki!

Ewa mogłaby mieć inną opinię na temat tego burgera, ale sama już musiałaby się wypowiedzieć.






Kupiłam ten Burger w Galerii Krakowskiej i co ciekawe, na paragonie dostałam kupon na darmowe rzeczy. I to było super, warto oglądać swoje paragony. Jakiś czas później odwiedziłam lokal na Szewskiej, ale dowiedziałam się tam, że nie zrealizuję u nich tego paragonu, bo tak jakby są dwa rodzaje Burger Kinga w Polsce, i u nich tego nie można zrobić. Zrealizowałam ten paragon dopiero przy ponownej wizycie w Galerii Krakowskiej.

Potrzebuję znaleźć bardziej szczegółowe informacje na ten temat.


Hasta la vista! K.

Wednesday, April 1, 2020

Wspomnień czar, hamburger z McDonald's

Takie przyszły czasy, ze nie ma niczego, ale tak naszło mnie aby coś tu napisać. Pewnie dlatego, ze jak nie wolno to człowiek ma zachcianki. Ugotowac curry z kostek napońskich których nie posiadam! (curry, miłe curry, robiłam kiedyś ale kostek ale chałupniczo) Zjeśc taco z Taco Bell którego w ogole nie ma w Polsce, zaliczyć napój z fioletowych ziemniaków który kiedyś mi mignął po drodze...

Kiedys wypróbowałam aplikację Uber Eats i McDonald's w dowozie po raz pierwszy. Szczyt lenistwa!





Zamówilam sałatkę, jak to sałatka, ale moj ulubiony sos koperkowy to byl pozytywny akcent (koperkowy? nie czosnkowy? ha, to iest dylemat, powiedzmy ze oba mają u mnie pierwsze miejsce).

Niemniej jestem rozczarowana wege kanapką drwala. Kotlet warzywny byl jakis taki suchy, niesmaczny, Ewa potwierdzi bo dałam jej gryza w celach NAUKOWYCH. Smuci mnie to tym bardziej, że uwielbiałam kanapkę Drwala (ser i mięcho).

W sumie chętnie zrobiłabym prosty mash-up i do kotleta serowego z Drwala dodałabym placek ziemniaczany z kanapki Zbojnickiej, i voila. Drwal&Zboj, i juz miło

W wersji na bogato moznaby zrobić kanapkę Drwal&Zbój Deluxe (kotlet serowy, placet ziemniaczany, kotlet mięsny lub warzywny). Okej, tylko nie ten kotlet warzywny, bo muszą opracować w labolatorium jakiś lepszy przepis na dobry pseudokotlet.

Ja to mam genialne pomysly...

Z uszanowaniem, Katarzyna!