Wiekopomna chwila- mój wpis po dłuuugiej przerwie. Szaleństwo śWIRUSOWE, dużo wolnego od pracy, sprzyja różnym aktywnościom, na przykład zamówieniom pożywienia na dowóz. W każdym razie lepiej zamówić bezpośrednio do mieszkania niż z odbiorem osobistym i jeść na ulicy, skoro planty zamknięte, parki zamknięte, ławki zamknięte xD
Na pierwszy ogień poszedł oczywiście Sufeat, mój ulubiony krakowski lokal. Jednego dnia zrobiłam zamówienie na 'schabowego':
Kotlet jest duży, soczysty, a zarazem chrupiący. Tym razem surówka z kapusty kiszonej- pycha. Plus ziemniaki (bez ziemniaków nie ma życia).
Inny dzień, znowu żeberka, są genialne, mam wrażenie, że za każdym razem lepsze. To chyba zasługa marynaty.
Dziś również dodatek purree z ziemniaka ❤❤❤ plus surówka plus gotowana marchewka, bardzo fajnie doprawiona.
Na deser wzięłam ciasto kawowe:
O ile jedzenie na słono w Sufeacie jest bezkonkurencyjne, o tyle słodkie rzeczy (za wyjątkiem absolutnie genialnej napoleonki w szklance) są słabsze, ale to ciacho było smaczne. Spód zrobiony z kaszy kukurydzianej, masa zapewne z kaszy jaglanej, tym razem dobrze rozdrobniona, była zblendowana na gładko.
Jak szaleć to szaleć, zamówiłam też nutellę z cieciorki, z tego co wiem w składzie było oprócz niej kakao plus daktyle jako słodzidło. Wygląd mało apetyczny :D 💩💩
W smaku jednak już trzeci deser od nich, który mi smakował. Dostałam cały pojemnik, jadłam przez 4 dni jako porcję słodyczy do kawy, a więc wydajne jedzonko. Bardzo fajną rzeczą w Sufeacie są eko pojemniki. Nutellę (właściwie cieciorellę) dostałam w papierowym, szczelnym pojemniku. Jedzenie na ciepło jest w biodegradowalnych opakowaniach .
Inny dzień to próbne zamówienie z Zielonego Talerza. Nie mają swojego lokalu, produkują słodkości i słoności dla innych sklepów, restauracji, bądź na prywatne zamówienie. Podjęłam próbę na 2 kawałki tęczowego tortu i ziemniaczki:
Kawałki były mega ogromne, biszkopt wilgotny, co dla mnie jest ogromnym plusem, nie lubię tzw. suchciaków. Trochę dodatku jakiegoś powidła. Krem smaczny, dość lekka konystencja, nie za słodki, ale jedząc na raz tak duży kawałek można się 'zamulić' ;) Ziemniaczek smaczny, ale mnie jakoś bardzo nie zachwycił.
Za to pudełko, w którym otrzymałam tort bardzo ładne:
Tak wyglądał tort w całej okazałości (zdjęcie z profilu Zielonego Talerza na FB)
Na słono dostałam kotlety marchewkowe, nie znam dokładnego składu, ale były mega pyszne, czego się nie spodziewałam, wyglądały na suche. Idealnie doprawione, czułam w nich dość mocno kolendrę, tutaj suszoną, a lubię postać zarówno świeżą, jak i ziarna.
Trzeci eksperyment to Strava- wegański catering, działa podobnie jak Zielony Talerz. Po wielkich namysłach, zdecydowałam się na kopiec kreta, a więc zarówno ciasto na święta, jak i tort na przyszłe kwietniowe urodziny ;)
I tym razem się nie zawiodłam, krem bardzo dobry, ciasto również, nie mam się do czego przyczepić i kupiłabym ponownie. Tym bardziej, że Strava chwali się, że piecze bezglutenowo i bezcukrowo. Czego nie sposób zauważyć, a ciasta smaczne, tak jak klasyczne nie-wegan.
Na słono próbowałam kotlety z soczewicy i pasztet z soczewicy. Niestety zapomniałam zafocić :D Mogę tylko powiedzieć, że również dobre i godne polecenia.
Kolejna rzecz z czasów zarazy, tym razem nie do zjedzenia, choć wiele wspólnego z jedzeniem ma :)
Nowy nabytek do robienia wolnoobrotowo soków, poza tym musów, makaronów, pasztetów. Póki co testowana jako wyciskarka do soków warzywno-owocowych. Robione były wersje burak, marchewka, pomarańcza, a druga- biała świeża kapusta (wersja solo jak dla mnie mało zachęcająca, choć śledziona ponoć cieszy się takim sokiem) plus seler naciowy, pietruszka w korzeniu i jabłko jako dosładzacz. Krótko mówiąc taki wynalazek to mega przydatna rzecz.

























