Ewa i Katarzyna spędziły razem kilka dni, bardzo miłych choć deszczowych i lodowatych.
1. Manoa na ulicy Zabłocie
Mamy tutaj comfort food, uroczą tortillę "Uciecha" z sosem zhug (jemeński sos z kolendry, czosnku, chilli, oliwy z oliwek - sos wcale nie taki ostry jak twierdzi Internet). Do tego piwo nasze powszechne i różowy sok jabłkowy (czyżby z jabłek odmiany redlove?).
2. Soup Culture
Katarzyna wyskoczyła solo na zupę krem po afrykańsku w słynnym jadalnym kubku. Skład zupy sprawdzony został na jakim portalu typu pyszne.pl. Na miejscu przyjemna niespodzianka - cena na miejscu była niższa o 2 złote, bo w dowozie dochodzi przecież jeszcze koszt opakowania. Zupa została zjedzona za pomocą drewnianej łyżki. Zdjęcie niezbyt piękne, ale to szczyt tego co można było zrobić jedną ręką. Pani mówiła, że zupa jest pikantna, ale Katarzyna ma najwyraźniej wyższą niż przeciętny Polak odporność na ostre - ot, przyjemny, aksamitny krem.
3. KFC
Jakiś czas temu Katarzyna próbowała ichszy Twister Halloumi; tym razem przyszła pora na burger Halloumi. Ah, kiedyś było takie podśmiechiwanie się z fastfoodów w dostawie (że nawet do restauracji nie chce się człowiekowi iść) - a teraz kupić niby można, ale zjeść w cywilizowanych warunkach to nie.
Mamy tutaj opakowanie z wielką czerwoną naklejką koronowirusową...
W środku nasz burger, cebulowe krążki w opakowaniu na frytki, sos Kentucky Gold (majonezowo-musztardowy o smaku wędzonym, tak twierdzą) oraz sos serowy Nacho.
I jak?
Burger na pewno lepszy od tego z plackiem ziemniaczanym. Można jeść. Sosów próbowałam pierwszy raz, przyjemny dodatek. Sos serowy może aż trochę zbyt intensywny jak na mnie; majonezowy bardziej mi przypadł do gustu.
4. Pizzeria Fantazja 1
Mamy tutaj wegańską zapiekankę i wegańską pizzę. Nie wiem którą dokładnie wegańską pizzę (bo w menu jest kilka pozycji) - no trudno. Zarówno pizza jak i zapiekanka były bardzo dobre. Ewie zwłaszcza zachwyciła się zapiekanką - że ciasto wybijające się ponad przeciętność, że smaczny farsz.
5. PBBURGER (ENCEK FOOD TRACK) obok Nowohuckiego Centrum Kultury
Tutaj głodna Ewa, straumatyzowana zwiedzaniem schronu przeciwatomowego i komunistycznej propagandy w muzeum, spotyka vege burgera. Został zjedzony z entuzjazmem, nawet wykałaczka została ugryziona. Ogólnie ten foodtrack to miejscówka która słynie z kolorowych bułek; tutaj mamy czarną bułkę, prawdopodobnie barwioną węglem. Bardzo smaczna, chrupka z zewnątrz i miękka w środku. Roślinny kotlet podobno ma bardzo mięsny smak, co może się nie podobać najbardziej konserwatywnym weganom. Do tego warzywka i argentyński sos chimichuri (natka pietruszki, oregano, czosnek, chilli, oliwa z oliwek, ocet winny)
6. Burger King
Po całym dniu załatwiania różnych spraw, Ewa i Katarzyna zamówiły na wynos trochę spożywki. Katarzyna wzięła tortillę z serem Halloumi, a Ewa wzięła plant-based whopper oraz roślinne nuggetsy. Tortilla była strasznie sucha, natomiast kotlet bardzo dobry, pewnie nawet smaczniejszy niż ten z KC. Nuggetsy bardzo dobre, o dziwo. Kiedyś Katarzyna jadła Rebel Whopper, ale koniec końców, nie wiedomo czy to jest ta sama kanapka nazwana inaczej, czy też zupełnie inny produkt, inny kotlet o odmiennej recepturze. W każdym razie, odczucia Ewy są następujące: sama buła z dodatkami jest smaczna, natomiast kotlet zdaje się być bardzo mięsny, bardzo ciężki. Wolałaby coś lżejszego, bardziej jarzynowego. Kotlet prawdopodobnie "za mało mięsny dla mięsarian, a dla wege za bardzo".
![]() |
| Burger King udaje, że jest zabawny w sprawie koronki |


















