Monday, November 20, 2023

Niedzielna wycieczka do Max Burgers

 

Leniwa, deszczowa niedziela. You tubowy filmik z burgerowych degustacji skusił mnie, aby w końcu wybrać się do Max Burgers na próbowanie licznych wegańskich opcji jedzeniowych. Jak się pomyślało, tak się zrobiło. Wcześniej był obiadowy debiut allegrowych silikonowych foremek na jajka sadzone, co prawda nie jest to po wegańsku, ale jajka eko (chociaż tyle dobrego, póki co), no i serduszko ładne, kwiatek też może być ;)



Lekki obiad, odpoczynek i ruszyliśmy w trasę na Nowohucką, najpierw tramwajem, później przesiadka na autobus- jeden przystanek i byliśmy na miejscu. Oczywiście lokal był zapełniony praktycznie na full, ale na szczęście ludzie nie urządzają tam długich posiadówek i jest duża rotacja, więc szybko zwolniło się miejsce. Udałam się po zamówienie, oczywiście samoobsługa i płatność kartą, era bezgotówkowa się skrada, zaczynając od fastfoodów i sieciówek (wracam myślami do świrozy IKEOWEJ w kowidziaku- gotówka won o la boga, wirus siedzi na papierze). Wybieranie zajęło mi dość sporo czasu, nie zdecydowałam się wcześniej czego ja właściwie chcę. Ostatecznie wyszło z tego takie zamówionko:


 

Zapłaciłam jak za zboże, cena na pewno nie fast foodowa, ale cóż, człowiek chce degustacji, to musi bulić :P   

Wybrałam osobno nuggetsy a la kurczak i do tego zestaw z burgerem. Do picia oczywiście piwerko, leszek trochę oszukany, bo 400 ml, a nie pół litra, jak się należy. Na kawę było już za późno, ale wybrałabym tylko wersję zwykłą czarną. Szukałam i nie znalazłam mleka roślinnego do kawy, co mnie bardzo zdziwiło, przy tylu wegańskich opcjach jedzeniowych. No chyba, że coś przeoczyłam, ale jeśli nie, to Max Burgersie wstydź się :P  Nawet w McDonaldzie mają sojowe i wychodzi całkiem smaczna kawa, jak na moje wybredne podniebienie w tej kwestii.

Tak wygląda skompletowane zamówienie:



Zacznę od sosu. Wzięłam ciekawie się zapowiadający sos umami:



Był dobry, nie mam nic do zarzucenia, ale też nie zachwycił mnie jakoś strasznie. Generalnie póki co, nic nie przebija sosu czosnkowego w każdym wydaniu, gdzie bym nie była. No może sos musztardowo miodowy, ale to też nie jest takie uniwersalne i do wszystkiego. Mam podejrzenia, że w tym umami też był jakiś czosnkowy dodatek, ale nie wiem, bo składu nie widzałam. Oby nie glutaminian :P

Tutaj mamy nuggetsy z ziemniaków. Były smaczne, nie wiem czy można zepsuć ziemniaki.



A tu nuggetsy o smaku kurczaka. Mogę powiedzieć tyle, że były dobre i smakowały lepiej niż te z kfc, które zjadłam i już więcej mi nie chciały wchodzić, bo za dużo soli i generalnie jakaś duża sztuczność.




No i gwóźdź programu, czyli 'kurczakowy' burger:



Był pikantny, ale w taki sposób jak lubię, czyli nie palił jak głupi. Kotlet smaczny, bułka też, pikle i dużo mojej ulubionej czerwonej cebulki. 

A tutaj widać szejka Arka:



Szejk oczywiście niewegański, ale spróbowałam trochę i był dobry, dużo kawałków czekolady, było trudno wypić do końca przez tą rurkę, przydałaby się łyżeczka, na końcu była bardziej lodowa konsystencja.

Podsumowując- byłam zadowolona z wypadu, jedzenie dobre i mam takie subiektywne odczucie, że jak na fast food, było mniej sztuczne niż w maku czy kfc. Choć po jedzeniu zaczęła mnie piec warga od wewnętrznej strony, to może być znak, że dodali coś sztucznego, albo po prostu od tej pikantności i cebuli. Kiedy to piszę na drugi dzień czuję się dobrze, więc się nie zatrułam ;)

Na pewno kiedyś wrócę, żeby spróbować wersji kotleta bardziej warzywnego. Na podróbkę wołowiny nie wiem czy się zdecyduję, bo większość jest dla mnie za ciężka, ale czas pokaże, jest ryzyko jest zabawa.

Na koniec jedzeniowo-skarpetkowy akcent:

 


 Zimne nóżki na prezent :P Nastał czas na skarpetki, które mają imitować różne dania. 





No comments:

Post a Comment