Cóż, poszłam spełnić niezbędną potrzebę życia codziennego w postaci nakarmienia siebie.
Przy okazji kupując jedzenie w amerykańskiej sieciówce wsparłam "biednych" Hamerykanów.
Przy okazji dodam że jestem antyfanem kurczaków. Bezsmakowa masa hormonów, nie wiem co ludzie w tym widzą. Dlatego obczajanie wege jedzenia w kurczakowej restauracji totalnie ma sens, ha ha.
Jeśli mam wspominać doświadczenia z kurczakami, to przychodzi mi do głowy McDonald's. Kiedyś wizyta w złotych półkolach była rzadką i drogą atrakcją, zabawki były całkiem całkiem, i w ogóle. Acz rodzice nie pozwalali mi na hamburgery, zawsze tylko te nuggety. Pewnie myśleli, że kawałki kurczaka są zdrowe. O słodka naiwności ;)
Zapoznałam się z nową aplikacją KFC. Jest Twister Halloumi, czyli po prostu tortilla z serem tego typu i warzywami. Swoją drogą ciekawe czym się różni mega pocket od twistera. Sytuacja ze zdobyciem zingera nie była już taka różowa, bo nie można go zamówić samego. Trzeba kupić caaały zestaw, a dopiero potem go spersonalizować i zmienić kanapkę na wege. A mięsowe zingery można same brać, no kiszka. Ciekawe czy jak się normalnie zamawiało w normalnych czasach, to nie trzeba się było bawić w zestaw? Zamieniłam frytki na bardziej ekskluzywne cebulowe krążki, za co troszkę dopłaty. Zamiast wielkiej dolewki (to już by była totalna strata pieniędzy), jakaś sałatka.
Zamówiłam, payu jakoś zapłaciłam i odebrałam towarrr i ukradkiem udałam się do miejsca zamieszkania, trzymając się z daleka od kilometrowej kolejki do Lidla.
Po drodze spotkałam przystojnego kolegę który też ucztował.
W końcu przypełzłam do swej nory. Jedzenie nawet było w miarę ciepłe, te papiery nieźle trzymały temperaturę. Najpierw na warsztat wzięłam zingera.
Cóż my tu mamy, bułka. Bułka lepiej wygląda niż smakuje, jakaś taka sucha. A trochę chemicznych bułek już się zjadło, mogli się bardziej postarać. Środek ubogi. Placek ziemniaczany ok, reszta - to co widać.
Teraz pora na tortillę z serem. Ser jest dostępny i w tortilli i w kanapce, ja wzięłam tylko w tortilli jako, że już jednego zingera miałam, a żołądek i portfel mają swoje granice. Ale to akurat było naprawdę dobre. Dobry ser (narkotyczny, jak by pewnie powiedziała Ewa), dużo nadzienia, dobra tortilla. Nie ma co narzekać. Nie wiem czy wersja kanapkowa byłaby równie smaczna, biorąc pod uwagę marność zingera, ale dajmy im kredyt zaufania.
I dodatki. Cebulowe krążki miały sympatyczne opakowanie, choć nie mogłam go później wykorzystać do jakiś innych celów bo zatłuszczone. Prawdę mówiąc zapomniałam o tych dodatkach i dopiero jak strawiłam kanapkę i tortillę to się tymi rzeczami zainteresowałam. Krążki już były zimne i nie były dobre, ale to może być właśnie przez to, że leżały, więc za to nie odejmujemy punktów. A sałatka, sałatka zjadliwa, miejmy nadzieję że coś zdrowego w sobie miała.
Jako extra dekadencję pozwoliłam sobie na shake krówkowy. Nie spodziewałam się wiele, ale okazał się smaczny; miejmy nadzieję że nie zostanę za to pokarana cukrzycą.
P.S. Offtopic! Ciekawe czemu wideo z kategorii "Trending" na polskim youtube są tak obrzydliwie żenujace w porównaniu z listami z innych krajów? Jestem pewna, że debili nie brakuje na świecie, ale czemu u nas stawia się ich na pedestale?
P.S. 2 Zdaje się że snapchat był popularny i teraz przestał. Nie ogarnęłam tego. Teraz Tik Tok jest popularny, tym bardziej nie ogarniam, Duda lepszym informatykiem ode mnie.













No comments:
Post a Comment