Wtorkowym rankiem o 6.33 ruszam do Kołobrzegu. Tym razem sama jak palec, nie licząc wielu tobołków. Zamierzam dołączyć do rodziców, którzy już są na miejscu.
Jako, że podróż intercity, trwa tyle samo, co podróż pendolino, tym razem wybrałam zwykłe intercity. Poza długością trasy, także godziny wyjazdu były bardziej dogodne. Wybrałam sobie jak zwykle odludne miejsce przy oknie, do tego zaszalałam i wykupiłam dwa miejsca, aby siedzieć samotniczo przez całą trasę. Było to możliwe, bo i cena przystępna i na dwie osoby dodatkowa zniżka. W pendolino niestety za drogo na takie manewry.
Po przyjeździe na miejsce o 15.30, czyli z półgodzinnym opóźnieniem, spotykam się ze Zbigniewem i Matyldą, którzy transportują mnie do mojego lokum. Spałam tam 4 noce.
Moja miejscówka znajdowała się na trzecim piętrze i miałam widok od tej strony, jak to zdjęcie.
Generalnie cały pobyt był dość leniwy. Po pierwsze dlatego, że w Kołobrzegu nie byłam pierwszy raz i większość miejsc już pozwiedzałam. Po drugie, miałam ochotę na bardziej spokojny wypoczynek. Tak więc mój pobyt polegał na spaniu, jedzeniu, spacerowaniu plażą, piwkowaniu i oglądaniu zachodów słońca 😸
Mój pierwszy hotel to Kołobrzeg resorts, sun & snow. Oceny na bookingu na chwilę obecną to 8.3. Zwykle staram się wybierać te powyżej 9, no ale na coś musiałam się zdecydować, a nie wybierałam tego rok wcześniej, tylko praktycznie na ostatnią chwilę. Niby wybór był, ale już mniejszy. Tutaj pasowała mi lokalizacja przede wszystkim, no i w miarę to wszystko pachniało nowością. Także przymknęłam oczy na pewne niedociągnięcia. Mimo wszystko byłam zadowolona.
Tak wygląda lokum (kuchnia z salonem i dużym balkonem, plus sypialnia, no i oczywiście łazienka):
Tak wyglądała moja sypialnia nocą, dzięki projektorowi zorzy polarnej (a może już i nie polarnej, skoro incydentalnie nawet w Krakowie się pojawiła), który wożę ze sobą na wyjazdy 😎
Oczywiście ta zorza faluje, można sobie zmieniać kolory i szybkość.
Trochę morza:
Niestety dzikie tłumy...
Na szczęście nie jest tak wszędzie. Czasem wystarczy podejść trochę dalej od zejścia i robi się zdecydowanie luźniej. Na plaży dla psów było całkiem spoko, trochę mniej ludzi i pieski 🐶🐶🐶 Też zależy o jakiej godzinie się szło. Po południu i pod wieczór jest o niebo lepiej. To i tak lepiej dla mnie, bo długo śpię, a do tego nie wyobrażam sobie smażenia jak na patelni w samo południe. Preferuję spacery w dzień, pod wieczór można leżakować i oglądać zachód słońca. Co do kąpieli, woda dla mnie i tak za zimna. Co innego, gdyby to było ciepłe morze. Wtedy pewnie nie wychodziłabym z wody...
Kamień przy najbliższym zejściu na plażę.
Śpiąc w sun & snow postawiłam na obiady domowe. Miałam przyzwoity aneks kuchenny, do tego kierowała mną motywacja oszczędnościowa.
Moje jedzonko:
Kasza pęczak z fasolą i sosem pomidorowym, do tego buraczki.
Brokuł, ziemniaki z koperkiem, fasolka szparagowa z kaparami i kotlety z buraka zakupione w Netto. Kotlety poszatkowane, bo odkroiłam sobie tylko do degustacji 😅 Resztę zjedli mama z tatą, bo to akurat był nasz wspólny obiad u mnie.
Poranna kawa, herbata i karty. Kawa z zaparzacza, mówiąc po polsku. Bardziej światowo byłoby z french pressa 😀
Wieczorne piwka. Żabkowy żywiec z nutą wiśni. Poza tym oczywiście degustacja czegoś kołobrzeskiego nie mogła mnie ominąć. Jednak cena colberga zabójcza, coś koło dwóch dyszek, a nie kupowałam tego w restauracji...
Brokuł, ziemniaki i pierogi, z tego co pamiętam z farszem fasolowym, do tego sałatka z pomidorów i ogórków na jogurcie z kokosa.
Podczas pobytu robiłam dużo kroków, jak na moje standardy-22 tysiące, 16 tysięcy itp. W tym dużo idąc plażą. Był plan przejażdżki rowerem, ale nie wypalił. W Kołobrzegu jest mnóstwo wypożyczalni rowerów, do tego ścieżka rowerowa wiodąca do innych miejscowości nadmorskich.
Piątego dnia wymeldowuję się i koczuję w lokalu rodzicieli, do czasu zameldowania w Sea View Moss VIP Apartment. W międzyczasie zakupy, aby móc upichcić w lokalu kolejny obiad.
Tym razem lokal bajeczny, na bookingu oceniony na 9,4; z widokiem na morze od strony zachodniej, więc lokalizacja jak marzenie. Lepiej, że to zachód, bo na wschód i tak bym nie wstała 😂
Tak wyglądał z zewnątrz. Od plaży dzielił mnie tylko ten deptak i trochę drzew. Ten budynek był zarazem hotelem z recepcją, jak i niezależnymi apartamentami, wynajmowanymi przez booking. Zameldowanie polegało na tym, że po moim telefonie pan z ochrony dostarczył mi kartę do mojego pokoju. Wszystko odbyło się przy recepcji. Pan był tak miły, że pojechał z nami windą pod same drzwi, co byśmy się czasem nie zagubili w tym labiryncie. Winda był przeszklona, na szczęście nie mieszkałam na dwudziestym piętrze na przykład...
To w środku z dwiema palmami moje 🌴🌴
Pobyt rozpoczęliśmy od spaceru deptakiem. Po drodze zakupiłam musujące % na wieczór. I nadmorska okolica:
Na najwyższym piętrze tego budynku w tle, tj. hotelu Arka, znajduje się obrotowa kawiarnia widokowa. Siedząc i popijając herbatkę, obracamy się razem ze stolikami i możemy podziwiać widoki.
I moja miejscówka wewnątrz:
W mieszkaniu były różne bajery, np. konsola do gier, dużo oświetlenia sterowanego tabletem, w łazience pod prysznicem kolorowe oświetlenie i relaksująca muzyczka. Do tego oczywiście aneks kuchenny, a drzwi balkonowe były duże i dźwiękoszczelne, jeśli komuś przeszkadzałby głośny szum morza w nocy. Moja ocena to 10/10, i za widok i za wyposażenie. Chętnie bym wróciła, ale może następnym razem wypróbuję inny ich apartament, który znajduje się w Międzyzdrojach. Tam widok jest jeszcze lepszy, bo lokalizacja jest na samej plaży, nie ma bulwaru oddzielającego, tak jak tutaj.
Pomysłowy stojak-kaktus na kapsułki do ekspresu.
Po powrocie zaczynamy od obiadu:
Tym razem do ziemniaków zakupiłam kotlet bardzo mięsnopodobny, więc jak widać na moim talerzu go nie ma, bo za taką mięsnościa nie przepadam.
Po obiedzie i kawie czas na bąbelkowe dorato i rozpoczęcie obserwacji, a raczej podziwiania zachodu słońca. Pogoda wyjątkowo się udała, a nawet w ten dzień był najładniejszy zachód z całego mojego pobytu.
W tle widać kolejny bajer- lunetę. Nie za bardzo umiem się obsługiwać takimi urządzeniami, ale nawet coś udało mi się zobaczyć.
Kula, na której można było leżeć z kocykiem i popijać winko.
Kiedy zostałam sama, delektowałam się już w zasadzie samym szumem morza i światełkami, bo zapadła ciemność...
Sen był krótki i trochę koszmarkowy, nie wiedzieć czemu, w takim miejscu sny powinny być bajkowe, a jednak nie.
Rano oczywiście kawa, proste i szybkie śniadanie- kanapki z wege szynką, no i tradycyjnie karty.
Zawsze kiedy jestem w fajnym miejscu, albo spędzam lub mam spędzić czas z kimś fajnym, losuję ładne karty 💗 Choć w sumie wszystkie mam ładne, ale można powiedzieć, że wypadają najładniejsze 💜💙
Takim miłym akcentem zakończył się pobyt w tym luksusowym miejscu i nastąpiło kolejne wymeldowanie. Udałam się z tobołkami na plażę, gdzie oczekiwałam na transport do ostatniego już hotelu.
Jeszcze czyjaś opinia z bookingu, którą gorąco popieram 😎
Tym razem czekał na mnie typowy hotel, trzygwiazdkowy New Skanpol, dosłownie parę kroków od dworca. Na bookingu oceniany na 8.6. Dość spora miejscówka, a ja dostałam inny pokój niż zarezerwowałam, ale na plus, bo dwuosobowy zamiast jedynki. Jednak nawet nie chciało mi się robić zdjęć, bo pokój całkiem zwyczajny. Na plus na pewno czystość, na minus brak czajnika w pokoju. Z tego co widziałam, pokoje są o różnym standardzie, mój przeciętny, niektóre bardzo wypasione i odnowione, no ale tym razem zależało mi na oszczędności i bliskiej odległości od porannego pociągu, więc nie szalałam przesadnie.
W ostatni dzień dużo chodzimy razem, na koniec pożegnanie z morzem i plażą. W międzyczasie był mój pierwszy obiad w kołobrzeskim lokalu:
Niestety nazwa lokalu mi uleciała, ale lokalizacja w samym centrum. Konsumowałam zupę pomidorową z grzankami i wegańską śmietaną, a na drugie bowl z jackfruitem i do tego małe piwo bezalkoholowe pszeniczne. Wszystko było bardzo dobre.
Ostatni dzień rozpoczęłam od szybkiego śniadania hotelowego, które miałam wliczone w cenę noclegu. Była to kolejna rzecz na której mi zależało. Jeśli brak aneksu kuchennego, to wybieram opcje ze śniadaniami.
Śniadania to kolejny plus tego hotelu. Po pierwsze duża i klimatyczna restauracja, po drugie duży wybór, no i smacznie. Niestety trochę się spieszyłam, więc nie spróbowałam zbyt wielu rzeczy.
Następnie wymeldowanie i baj baj Kołobrzegu. Moja podróż trwa od 9.30 do 18.21. Tym razem czasowo bardziej pasowało mi pendolino. Znowu wybrałam fajną, samotniczą miejscówkę, zaraz przy wyjściu na korytarz i przy bagażach. Oczywiście wagon ze strefą ciszy.
Niestety tym razem nie siedziałam sama. Choć nie mogę narzekać, bo ktoś się dosiadł dopiero w trójmieście i wysiadł, o ile dobrze pamiętam w Warszawie, także później było już hulaj dusza. Zamówiłam sobie przez aplikację warsa jedzenie do mojego miejsca. Wars posiada nawet wegańskie opcje, więc fajna sprawa. Takie rzeczy do wyboru:
Wybór padł na naleśniki ze szpinakiem i tortillę z warzywami. Tym razem miałam ochotę na typowy gluten, a nie jakieś tam zdrowe bowle 😅😈 Wcześniej była jeszcze herbatka, oczywiście earl grey.
I tym smacznym, degustacyjnym akcentem zwieńczyłam swoją nadmorską podróż 😻😻🍜🍴






























































Tym razem nie towarzyszyłam Ewie w nadmoskich wojażach; z ciekawością czekałam na ten reportaż gastronomiczno-podróżniczy.
ReplyDeleteTeoretycznie jakby interesowało Cię lenistwo wyjazdowe, to ludzie po to jeżdżą do Turcji na all-inclusive. Mogłabyś zbadać teren pod kątem wege i wega.
Twoje domowe jedzenie apetyczne, zdrowe.
Moje dziennikarskie śledztwo sugeruje, że lokal gdzie Ewa jadła pomidorówkę i jackfruita to Neo Bistro Mariacka 20, ale ta informacja wymaga potwierdzenia.
Czuję się zachęcona do zwiedzenia Kołobrzegu i noclegu w miejscówce z widokiem na morze. Oraz do degustacji różnego jadła i napitków :D