Grudniowa przygoda rozpoczęła się od szóstego dnia. Mikołajkowe odwiedziny rodziców rozpoczęły u mnie wielką fazę na gotowanie. Otrzymałam w prezencie mikołajkowo-imieninowo-35 urodzinowym termomixa, w wersji RUDOLF 😂 Świąteczny termomiks, wersja 6. Początkowo byłam tak zaskoczona, że w sumie nie wiedziałam co z tym fantem zrobić, ale kiedy już oswoiłam się ze świadomością, co mam w domu, plus ogarnęłam obsługę urządzenia, zaczęłam kulinarne szaleństwo. Oto niektóre z dań, które udało mi się zrobić:
Zupa całkiem całkiem, jak większość rzeczy z fasolą, którą uwielbiam,
ale ogólnie jeśli chodzi o termomiksowe zupy, to póki co moja opinia
jest taka, że są zjadalne, na pewno lepsze niż sklepowe gotowce, jednak
bez szału. Wolę zupy, które gotuję sama według swojego przepisu, na
kuchence gazowej, dodając przykładowo etap smażenia, który ma duże
znaczenie dla końcowego efektu smakowego.
Grzaniec gruszkowy był pyszny, tutaj zdecydowanie na plus w porównaniu z grzańcami gotowymi ze sklepu, a nawet takimi, które robiłam sobie sama. Dużo sklepowych grzańców jest za mocnych, ale nie w sensie zawartości alkoholu, tylko ilości przypraw, szczególnie grzaniec galicyjski, aż pali w przełyku i dusi. Z kolei ten z termomixa był idealny, doprawiony, ale delikatnie.
Wegański żurek z wędzonym tofu, całkiem smaczny, w porównaniu z innymi zupami. Jak do tej pory, razem z zupą gulaszową z fasoli, to chyba dwie najlepsze opcje, czuć większą wyrazistość w smaku.
Veganisu, które już było robione w tamtym roku, ale nie w moim termomiksie. Nie do końca było wegańskie, ponieważ biszkopty kupiłam w sklepie, a są zrobione z jajek. Jeśli chodzi o krem to trochę zmodyfikowałam przepis, dodałam sok z cytryny i aromat waniliowy, zamiast cukru ksylitol, no i oczywiście było potrzebne więcej czasu i więcej obrotów w przypadku mielenia masy. Nie wiem dlaczego robią takie niedopracowane przepisy. Gdybym się do niego zastosowała, to nie dość, że w smaku czułabym mocno dominujący smak tofu, to jeszcze masa byłaby z wielkimi grudkami. Ostatecznie efekt końcowy takie 7/10, całkiem przyjemny w smaku, lekko przypominający sernik, jednak nie ma się co oszukiwać, że jest to typowe tiramisu.
Bakłażany a'la śledzie po kaszubsku, całkiem pomysłowe danie, fajne składniki, jednak efekt końcowy między 6 a 7 na 10, to już zależy od gustu jedzącego. No i efekt jest nieproporcjonalny do ilości pracy jaką trzeba włożyć w przygotowanie tego.
Boczniaki a'la śledzie, to jest mocne 10/10, genialne danie, jeśli ktoś tęskni za smakiem ryb, w tym przypadku śledzi z cebulką. W tym przypadku można się nabrać, ktoś wymyślił idealną kompozycję zalewy, która robi z grzybów śledzie.
Surówka z marchewki i jabłka, zrobiona za pomocą nakładki krojącej, wyszła bardzo dobra, nie ma się do czego przyczepić.
Poza tym, już bez termomiksa, albo z jego drobną pomocą (w przypadku mielenia), robiłam też inne dania.
Świąteczne choinki z ciasta na pizzę, nie wegańskie bo z serem. W składzie wege szynka, zwykła mozarella, na górze polane masłem czosnkowym własnej roboty plus świeża pietruszka. Robi się szybko i prosto, jednak nie zachwyciły mnie, no i miałam problem z dopieczeniem ciasta w środku.
Świąteczna choinka, również ciasto pizzowe, nadziewana farszem z grzybów suszonych, pieczarek i wędzonego tofu. Przepis z you tuba, z kanału Juszes. Ta choinka zdecydowanie lepsza od tamtych, robi się w miarę szybko. Ostatecznie doszłam do wniosku, że jeszcze lepsza i szybsza byłaby z samych suszonych grzybów i przypraw, bez pieczarek i tofu. Tutaj na zdjęciu jest wersja przed pieczeniem, niestety stary piekarnik gazowy upiekł ładnie na górze, a spód trochę spalił, przez co choinka nadawała się do zjedzenia, ale nie prezentowała się już wyjściowo. Dużej choinki już nie zrobię, dopóki nie przeprowadzę się w miejsce z normalnym piekarnikiem, ale mogę przerobić przepis na małe choinki bez zawijania, które zmieszczą się we frytownicy, która na pewno ich nie spali.
Ciasteczka z masła orzechowego z czekoladą, z przepisu erVegan. Robione już wiele razy. Zdecydowane 10/10, soczyste, nie jakieś tam suchciaki. Robi się ekspresowo, a w tym wypadku kupiłam gotowe kulki czekoladowe i nie musiałam kroić czekolady na kawałki, co jeszcze usprawniło proces. Może kształt mogłabym jeszcze dopracować 😎 W tym wypadku frytownica spisała się super.
Wino grzane chyba z lidla lub może oszołoma? Już nie pamiętam. W każdym razie smaczne i mogłabym jeszcze do niego wrócić. Z kolei grzaniec szarlotkowy taki sobie, raczej już go nie kupię. Miałam co do niego duże nadzieje, jednak jest jak dla mnie zbyt słodki i ciężki.
Domowa zapiekanka, farsz z suszonych grzybów i pieczarek, na górze zwykła mozarella. Tutaj na bagietce przekrojonej na pół, jednak najlepsza była wersja na zwykłej kromce chleba. Frytownica też spisała się świetnie tutaj.
Sylwestrowa impreza 😂 Grzaniec szarlotkowy, ciasta z piekarni gruzińskiej i sałatka makaronowa z ziemniakami duszonymi. Coś tam jeszcze gotowałam, ale ostatecznie zjadłam tylko takie danie, bo niestety 1 stycznia był dniem zmiany porannej, choć i tak w lżejszej wersji ze wstawaniem o 4.00, a nie szokującej 2.00.
Ta sałatka należy do moich ulubionych- makaron muszelki (w oryginale makaron orzo, w kształcie ryżu), papryka, świeży ogórek, szczypiorek i parówki sojowe (oryginalnie gyros, a w wersji wege kawałki kotletów sojowych w przyprawie gyrosowej), no i majonez.
Różne gadżety świąteczne:
Sowa w sumie nie jest świąteczna, ale tak mi się kojarzy z zimą, ewentualnie jesienią. Tutaj sowa z oszołoma.
Kolejny świecznik do kolekcji, z pepco.
Świąteczne filiżanki, które dostałam w prezencie imieninowym.
Świąteczno-zimowe nabytki. Na pierwszym zdjęciu rossmanowe, później muminowa seria z pepco i złoty wazon, także z pepco.
Drzewko zakupione na temu, co prawda jesienne, ale w zimie też robi klimat, oczywiście poza choinką, jako dodatek 😻
Na koniec znalezisko z oszołoma:
Ciasteczka z wróżbą, które zabrałam na święta i każdy wylosował sobie po jednym. Niestety trochę się zawiodłam...Byłam przekonana, że każde ciasteczko będzie miało pozytywny przekaz, jednak trafiły się dwa negatywizmy. Następnym razem będę musiała upiec sama i zrobić własne wróżby.
Taka była moja, w sumie adekwatna do obecnego stanu ducha.
A to niektóre inne:
Jak do tej pory, to wszystkie moje wróżby z różnych rodzajów ciasteczek:
Ostatnie ciasteczko to eksperyment z Żabki. Sukces, a więc niech i tak będzie 😎
































Gratuluję Rudolfa, niech Ci dobrze służy.
ReplyDeleteNie jestem fanką termomiksowych zup. Fakt, zrobi on dobrze zupy krem, no ale jest tyle rodzajów zup... i spójrzmy na chińską koncepcję zup mocy - gotowanie wiele godzin na ogniu - kompletnie sprzeczne z działaniem termomiksa. I wolę te zupy z ognia.
Sermisu - sernikowe tiramisu Ewy, mnie smakowało.
Kaszubskie bakłażany - trochę fe, trochę zepsucie wspaniałego warzywa jakim jest bakłażan. Boczniaki śledziowe sympatyczne.
Choinki z serem wizualnie ładne, smakowo nieporywające. Płaska choinka była aktualnie bardzo dobra. Absolutnie się nie zgadzam, że można pominąć pieczarki, nadzienie było wyborne takie jakie jest.
Smaczne ciasteczka, nie wiedziałam, że są z frajera.
Ewa przywiozła trochę swoich wyrobów podczas wizyty, więc miałam okazję popróbować owoców jej ciężkiej pracy <3