Weselna impreza pod Krakowem, październik i oczywiście nie mogło zabraknąć deszczowej pogody, co prawda jedynie mżawka, no ale wilgoć w powietrzu, więc wyprostowane włosy zagrożone 😵
Poza mną byli jeszcze jacyś wegetarianie, więc tym razem nie byłam jedyna.
Ogólnie na weselach i imprezach jest jak jest, jedzenie zjadalne, ale bez szaleństw. Często egzotyką jest przygotowanie wegetariańskich posiłków, a wegańskie-zapomnij człowieku, chyba że w dużym mieście i to też tylko niektóre miejsca, które wiedzą o co biega. Jeśli wyjdą wegańskie to raczej przez przypadek, z racji natury posiłku, przykładowo warzywa, jeśli się nie poleje masłem to będą wegańskie. To samo frytki czy ziemniaki. Zdecydowanie jakość kateringu imprezowego nie idzie do przodu równie szybko, jak wege asortyment w sklepach.
Tym razem miałam jedno z lepszych menu. Na minus na pewno szybkość podawania wege posiłków. Już zabierałam się za jedzenie ziemniaków i surówki ogólnodostępnych obiadowych, a tu nadchodzi moje jedzenie i ostatecznie zjadłam podwójny obiad. Na ostatni posiłek też czekałam bardzo długo. Gdybym sama organizowała jakieś przyjęcie, to obok karteczki z nazwiskiem, byłaby karteczka z zaznaczonym rodzajem menu plus rozpiska w kuchni, kto co je i gdzie siedzi. Wtedy kelnerzy mieli by to w głowie cały czas, nie byłoby pomyłek i upominania się, co jest trochę słabe, kiedy jest się gościem. Na kolejny minus weselna muzyka a'la góralska, co zniechęcało mnie do tańca. A to przepis na złe samopoczucie- co chwilę donoszą posiłki, a nie ma jak ich spalić, ciągle siedząc. Oczywiście kwestia muzyczna to już bardzo indywidualna rzecz, no i wiadomo, jestem za tym, że to przede wszystkim młodej parze ma się podobać muzyka/wystrój/miejsce i tego typu rzeczy.
Teraz do rzeczy, w końcu jedzonko najważniejsze w tym wypadku. Miałam kilka posiłków, a zaczęło się tradycyjnie od zupy. W tym wypadku niestety nie uwieczniłam tego, ale pamiętam, że zupa mi smakowała. Jakiś krem z warzyw.
Inne posiłki:
Papryka pieczona faszerowana kaszą, bardzo dobra surówka z kapusty pekińskiej i faszerowana cukinia, co do której miałam wątpliwości czy nie jest z boczkiem. Jednak to cebula i ser zrobiły lekko mięsny smak. Fajne danie, szczególnie surówka i cukinia.
Kulki ziemniaczane, surówka z marchewki i ryż z warzywami. Również smaczne, w ryżu była cebulka, ogólnie dobrze doprawione. Kulki wiadomo-zawsze dobre, podobnie jak marchewka.
Niekwestionowany numer 1- pieczarki w panierce. Ostatnie danie, na które tak długo czekałam. Jednak było warto. Pycha jedzonko, do tego sos czosnkowy, czyli mój ulubiony.
Jako, że wpis robiony długo po terminie, niestety zapomniałam o którymś z posiłków, dokumentacji fotograficznej również brak 😪





No comments:
Post a Comment