Obiad pyszny, zjadło się w domu. Reszta do pracy, oba posiłki jadłam na zimno. Zaczęłam od kaszotto i niestety byłam srogo zawiedziona. Jak to mówi Książulo- jałówka i kateringowy smutek... Niedoprawione, tylko lekko czułam sos miętowy, ale poza tym miałam problem żeby to dojeść i pozostawiło we mnie niesmak i przestrach, że jeśli robią częściej takie dania, to rezygnuję z tego kateringu 😂 Fatalny efekt został dopełniony przez suchą sałatę bez żadnego sosu i rzodkiewkę w kawałkach, też na sucho. Po tym daniu obawiałam się otwierać tą soczewicę aglio olio... Na szczęście okazało się, że to już było dobre, fajnie doprawione, nawet bez podgrzania smakowało. No i tutaj był pomidor z kiszakiem, a do tego sosów nie trzeba. Jedynie znowu sucha sałata, ale to już dało się przeżyć, skoro reszta dania była dobra.



Sos miętowy dla mnie brzmi podejrzanie. Sos o smaku pasty do zębów...
ReplyDelete