Miesiące życia w trybie nieumiarkowanego lelum polelum spowodowały wzrost wagi, więc jako, że to ostatni dzwonek, aby się opamiętać (zanim się uzbiera tyle, że będzie trudno zrzucić nadmiar), postanowiłam zadbać o siebie i zamówić katering. Wybór padł na pomelo. Po pierwsze dlatego, że już z niego korzystałam 4 lata temu i posiłki mi smakowały, po drugie mają dogodne godziny dostawy, czyli nocno-poranne, no i możliwość wyboru diety wegańskiej, co nie jest dostępne w każdym kateringu. Wegetariańskie są powszechne, ale wegańskie już nie. Wybrałam opcję 1500 kcal i 5 posiłków dziennie. Z racji tego, że przy porannej zmianie jestem w pracy zwykle już o 4.rano, nie mogłam wybrać w te dni kateringu (kurier mógłby nie zdążyć z dostawą), dlatego tylko 16-dniowa przygoda, bo zamówiłam na dni wolne i prace popołudniowe.
W 2020 zamawiałam tę samą opcję, tylko na 20 dni, za cenę 1092.5 zł. Teraz 16 dni, z jakimś kodem promocyjnym, w cenie 1033,60 zł. Więc ceny poszły w górę, ale jeszcze bez tragedii. W porównaniu z tym, ile się teraz wydaje, idąc na zwykłe zakupy spożywcze. W tej perspektywie katering wcale nie jest jakiś dramatycznie drogi. No chyba, że ktoś jedzie na najtańszym jedzeniu, ale to prędzej czy później i tak zrodzi koszty zdrowotno-finansowe.
DZIEŃ 1
Kurier przybył o 5.16. Dostał kod od domofonu, więc jedzonko podrzuca mi na wycieraczkę, a ja sobie odbieram, wkładam do lodówki i z powrotem pod pierzynkę.
A oto i posiłki:
Zdjęcia robię zapakowanym posiłkom, więc jedna przegródka jest trochę zakryta przez nalepkę, ale tam zwykle jest jakiś sos/sałatka/hummus itp.
Ten dzień oceniam 5/5, wszystko smaczne, a zupa krem z marchewki i masła orzechowego to niebo w gębie, no może te grzanki trochę zbyt gumowate, ale nie wpłynęło to na całokształt. Fajne jest to, że te dania, jako wegańskie, są urozmaicone, nie są na siłę fit-suche-bezsmakowe, tylko kucharz korzysta z wegańskiej śmietany, mleka, no i zamienników mięsno-serowych.
Ten dzień miałam wolne, więc podzieliłam posiłki na 2 porcje, na obiad zjadłam spaghetti i belriso, całą resztę na kolację. Czułam się najedzona, ale moja aktywność nie była duża- jedynie rejs po osiedlu w celu zakupowym.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

Bardzo dobry wstęp, nakreślenie okoliczności życiowych i przestroga dotycząca jedzenia tanich śmieci. Zupa marchewkowa wygląda jak uroczy comfort food. Jedzenie wygląda na nietrujące.
ReplyDelete