W tym roku nie było weny, żeby zamawiać jakieś fikuśne wege jedzenie, bo nie było do tego przestrzeni. Jechałam do Krosna na święta stosunkowo wcześnie, więc nie byłoby kiedy odebrać jedzenia. Dodatkowo autobusem, więc bagaż byłby zbyt ciężki do niesienia. Myślałam o zestawie świątecznym od zakręconego wege obiadu, ale się rozmyśliłam, bo w ofercie było za dużo boczniaków w słoikach w różnych wersjach. Co prawda są one bardzo dobre, ale jednak wolałabym więcej normalnych dań, sałatek, może ryba po grecku, coś w tym stylu.
Ostatecznie jadłam to, co było przygotowane przez mamę. Z rzeczy, które się zrobiło, to wegańskie tiramisu, z termomixa u kuzynki. Było ono połowicznie wegańskie, bo poszłyśmy na łatwiznę i nie piekłyśmy biszkopta. Zakupiłam gotowe biszkopty. Za to krem był w pełni wegański. Wchodziła tam wegan margaryna, tofu i jakieś dodatki. Efekt końcowy był smaczny, ale dałabym 4/5. Przed dodaniem olejku czułam wyraźnie smak tofu, więc ktoś zrobił przepis, ale w pełni go nie dopracował, żeby krem był jedwabisty i neutralny w smaku. Mimo to fajna słodycz do kawy. Choć preferuję tiramisu zrobione np. z mleka kokosowego w puszce, wege śmietany itp. Coś, co da efekt prawdziwego kremu. Sam termomiks fajna rzecz, radzi sobie świetnie ze zmieleniem na krem problematycznych rzeczy, jak tofu. Na pewno wyszedłby też fajny sernik z nerkowców, albo jaglany krem.
A oto i weganisu:
No i kitku, ksywa KICIA, chillujący na domku (daj kotu domek, żeby spał w środku, a on woli na dachu):
Słodziaczek:
Po świętach czas na sylwestra w Krakowie na mieszkaniu. Jako, że po świętach cierpiałam na dokuczliwą przypadłość zwaną kacem, a nawet w tym przypadku kaco-mega-migreną 3 dniową, wybrałam na ten dzień abstynencję.
Jak widać na załączonym obrazku heineken 0, piccolo watermelon i szampan 0. Heineken jak zawsze dobry, smakuje jak normalne piwo. Piccolo mimo, że arbuzowe, a nie lubię syntetycznego smaku arbuza, to o dziwo mi smakował, może kwestia bąbelków i picia z kieliszka. Natomiast szampan mnie trochę zawiódł. Buteleczka na zakrętkę, nie korek, więc nie było czym strzelić o północy, bo piccolo otwarte wcześniej. W smaku niby jak szampan, ale o bardzo dużej kwasowości. Za kwasem w winach czy piwach nie przepadam.
Heineken 0 był na 1.miejscu w moim rankingu piw bezalkoholowych, do czasu, aż nie spróbowałam tego oto cuda (ale to już po sylwestrze, nabytek ze sklepu Kocyk):
Czuć słodowość, ale jednocześnie dość mocną goryczkę, więc nie do odróżnienia od normalnego piwa, poza tym, że nic nie szumi w głowie (może oprócz efektu sugestii :P ). Tak więc duch sanu wskoczył na szczyt, choć cena niestety wysoka. Heineken jak na razie na drugim (choć tańszy), jest delikatniejszy w smaku od ducha sanu.
Wracam do sylwestrowych klimatów. Oprócz przekąsek typu chipsy, przygotowałam takie oto wegańskie rzeczy:
Koreczki w dwóch wersjach. Jedna z samymi warzywami, druga z fetą z nerkowców od wege sióstr i szynką o smaku kurczaka z violife. Poza tym pomidorki koktajlowe, oliwki, pieczarki marynowane i papryka. Do tego gotowy sos musztardowo-ogórkowy. Kiedyś robiłam już koreczki, ale jednak wersja z sosem robi robotę.
Tutaj sałatka z gyrosem. W składzie makaron ryżowy- orzo i jest z pszenicy, a nie z ryżu, ale w kształcie ryżu. Do tego świeży ogórek, papryka, dużo dużo szczypiorku, odrobina wege majonezu (nie lubię kiedy ocieka majonezem), no i gyros roślinny. Poszłam na łatwiznę, kiedyś smażyłam sama kotlety sojowe w gyrosowej przyprawie, teraz kupiłam gotowy gyros z grochu w kerfurze. Wchodzi tutaj jeszcze kukurydza, ale zapomniałam dodać. Oświeciło mnie dopiero, kiedy sałatka była już zjedzona. Generalnie jest to moja ulubiona, razem z sałatką z kapusty pekińskiej.
Podsumowując sylwester udany, spokojny, bez tańców wygibańców, ale też bez bólu głowy na drugi dzień. Sylwester z dwójką i polsatem xD wege przekąskami, balonami, serpentynami oraz rozkładem kart na nowy rok 2024 ;)







Twój sylwester domówkowy był sympatyczny, i tak się więcej postarałaś z gotowaniem niż ja. Świąteczny placek (fajny był), koreczki, kotek, Duch Sanu.
ReplyDelete