Nadeszła ta chwila abym podzieliła się wrażeniami z degustacji trzech tanich wege hot dogów z popularnych sieciówek. Nie chodzi mi o takie fancy fancy hot dogi z typowo wegańskich restauracji jak krakowska Farma...
Na pierwszy ogień poszła ikea z Żaby (przed koroną). Widziałam zapowiedzi, czekałam na premierę, poszłam szukać tego jedzenia na ulicach Krakowa. Jedna, druga, trzecia Żaba... do trzech razy sztuka, w trzeciej w końcu znalazłam co chciałam. Niemiłe było to, że sprzedawca poskąpił sosu, lecz sama parówka była zjadliwa. Nie pomyliłabym z mięsną, kwestia smaku, kwestia konsystencji. W Internecie niektórzy strasznie chwalą a inni obrzucają zgniłymi pomidorami (może w ten sposób próbują wytworzyć brakujacy sos? ha), ale tak naprawdę ten produkt nie jest wart ani pochwał ani tzw. hejtu. Co najwyżej możemy hejtować samych siebie za to, że znowu daliśmy Rydzykowi zarobić
Ma drugi ogień poszed hot dog z Ikei.Bronowice daleko więc konieczna była dłuższa wyprawa... Korona dopiero się zaczynała; można było kupić jedzenie tylko kartą, nie za gotówkę (choć leżące naopodal automaty z lodami działały na monety dalej). Tym razem nie mamy do czynienia z hot dogiem francuskim a klasycznym. Zawiera troszkę dodatków, kapka kapusty, posypka z prażonej cebulki(!), musztarda. Wrażenia co do parówki były średnie i podobne do tych z Żaby. Minus to rozmiar hot doga: to jest dziecięca porcja, nie na dorosłą osobę. Cóż za szwedzki minimalizm.
Nadeszła kolej na Orlen. Korona w trakcie. W małym mieście nie-Krakowie jest parę Orlenów, ale tylko w jednym można uświadczyć towar luksusowy tj. wegańskie parówki. Trzeba było iść na parokilometrowy spacer w celu zdobycia tej rzeczy, ruch to zdrowie. Najgorsze było ogromne skrzyżowanie tuż przed stacją: przyciski sygnalizacji świetlej były przeźroczyste więc niewidoczne, w niektórych miejscach były, a w niektórych były wyrwane. Jedne światła w ogóle były zepsute, martwe. A ulica dość ruchliwa, pustkowie, bezludzie, ale samochodów wiele. Odrobina stresu na co dzień.
Jakie my tu teraz mamy prawo, można kupić ale nie można zjeść na powietrzchu, bo maski. Podali mi w Orlenie hot doga zapakowanego w takie papierki. Dość marne pakowanie jak na jedzenie na wynos; użyłam własnego worka i zaniosłam produkt do siebie, aby nie taszczyć tego w ręce przez całe miasto, jak Orlen najwyraźniej oczekiwał tego ode mnie. Przejdźmy jednak to meritum: oto hot dog słusznych rozmiarów, w jasnej bułce (do wyboru jeszcze ciemna), parę sosów - dla mnie czosnkowy. Sosu Orlen nie poskąpił, miło. Po wgryzieniu się w parówkę stwierdziłam, że to mógłby być pierwszy hot dog który byłby w stanie mnie oszukać. Jadłam ten posiłek na zimno, ale nie obniża to mojej oceny; niniejszym ogłaszam zwycięstwo smacznościowe Orlena nad Żabą i Ikeą.





No comments:
Post a Comment